-

A-Tem : Lubię czytać jasne słowa, słuchać miłych ludzi, którzy wiedzą, czego chcą w życiu, a i łyk mokki nie zawadzi. Sport i smak to okazje do zagajenia rozmowy. One more thing: In spite of pride, in erring reason's spite, one truth is clear, dear — whatever is, is right.

Fizycy

MOTTO - GŁOS HISTORYCZNY

 

Lamarck tak oto mówił o nauce współczesnej:

    "Nawet najgenialniejszy człowiek zniknie wkrótce w tłumie ludzi miernych, którzy piszą ciągle, a którzy nie potrafiąc powiązać nawet trzech idei ze sobą, odrzucają te skojarzenia a proklamują wszędzie poglądy bardzo zawężone, jako ich ciasne ‚prawdy’.

    Stając się zbyt rozpowszechnianymi, nauki nie tylko osłabiają się, a nawet się cofają, lecz przede wszystkim wulgarnieją; one wręcz tracą całą swą istotę. Ich rzekomy postęp staje się tylko kamuflującym NICOŚĆ NAUK pretekstem, gdyż rzeczywistym celem każdej ‚uprawiającej naukę’ osoby staje się już tylko niepohamowana spekulacja. A oto spekulacje, które wciągają pospolitych ludzi do nieustannej pisaniny, nazywanej przez takich ‚uprawianiem nauk’:

    1. Chętka zdobycia reputacji, sławy,

    2. Chęć wyróżnienia się, dominowania nad innymi,

    3. Żądza odznaczeń, posad, nagród i pieniężnych rekompensat.

Jean-Baptiste Pierre Antoine de Monet, Chevalier de Lamarck, dwieście lat temu, a dokładnie w roku 1814. Luźne tłumaczenie (A-Tem) 

 

 

FIZYCY - NOTKA ATEMOWA

 

Uwaga. Gdy przytaczam nazwiska, to pomijam tytuły. Bizancjum było i się skończyło — Czytelnik wie, że chodzi najczęściej o szanowanych profesorów, posiadających wiele dalszych tytułów, honorów i odznaczeń. Każdy je dopowie samodzielnie, w myśli, przy każdej wzmiankowanej Osobowości właściwie dla tej.

 

Wstęp. Pułapka niefizyczności danych.

 

Fizycy myślą, że dane są zdarzeniem. Twierdzą oni, jako pozytywiści czy też jako empirycyści, iż "dane są surowcem dla nauki, bo są punktem odniesienia". Tu są w elementarnym błędzie. Dane z eksperymentu to jest nasza miara zdarzenia, a nie zaś samo zdarzenie. Myślenie, polegające na faworyzowaniu danych, to głęboka pułapka. My będziemy używać danych które pochodzą z eksperymentu o tyle, o ile kontrolujemy ten eksperyment.

Tylko takie dane, które pozyskano we wiarogodnym (kontrolowanym) otoczeniu, są miarodajne. Zaś te pozostałe, niechby i najbardziej atrakcyjne, odrzucimy. Zmajstrowano już góry "idealnie pasujących do teorii" danych. Przyjęcie ich to samozakopanie się żywcem. To samounicestwienie się takiego "ufnego połykacza spreparowanych wiadomości" - czyli danych.

Zdarzenie rozegrało się gdzie indziej i kiedy indziej; bez nas. Zaś dane wytworzono obok tego, interesującego nas, zdarzenia. Te pseudodane odrzucamy. Chyba, że byliśmy przy pozyskiwaniu tych danych: wtedy można je użyć. 

 

Od metafory do faktu.

 

Weźmy obiad, stojący na stole. Pożywną zupę, drugie danie pieczyste i pachnące przyprawami, kompot, deser, kawę, koniaczek. A teraz zmierzmy ten obiad ważąc i notując kalorie. Zapiszmy ten obiad w postaci szeregu liczb, wyrażających własności potraw. Jest różnica? Być może jest. Czy łatwo odróżnić?

 

Kto jeszcze nie rozumie różnicy między zdarzeniem a danymi, ten niech sfotografuje obiad, sfilmuje go, narysuje i wyrzeźbi w gipsie. Niech taki sceptyk wyprodukuje masę danych o obiedzie, niech wyprodukuje dowolne lubiane odwzorowania obiadu. Zrozumieć to, że ładnie pomalowanym plastikiem, gumowym czy gipsowym odwzorowaniem się NIE NAJESZ, choć wygląda ono "tak samo jak" staje się nagle bardzo łatwe, gdybyśmy rozpoczęli konsumpcję gipsowego modelu czy fotografii, czy cyfr na kartce - chcąc je spożyć. Nie da się.

 

Drogi Cytelniku - odpowiedz teraz SOBIE na jedno, małe pytanie. A mianowicie, dlaczego kiedykolwiek kłóciłeś się "o smoleńsk" gdy miałeś tylko jego obrazek?

 

Trudne pytanie. Rzadko przyznajemy się przed SOBĄ do własnej głu... hmmm, do własnej skłonności do przeoczeń oczywistości. Weźmy taki oto, mocny przykład.

 

Całe pisarstwo Przywary i innych (Cierpisz et al.) można streścić w jednym zdaniu: nigdy żaden "wypadek" nie zaistniał, a publiczność dostała odwzorowania, dane, na dodatek wzięte z CZEGOŚ, co na pewno żadnym zdarzeniem lotniczym nie było. Już prędzej inscenizacją, pełną rekwizytów teatralnych, budzących grozę, lub szok, lub radość, lub smutek, wściekłość, i tak dalej — jak to w teatrze się zazwyczaj słowami, obrazami i dekoracjami — oraz sztafażem z rekwizytów — robi.

 

Dane o zdarzeniach - czy zdarzenia?

 

Tu nie jest jednak (aż takie) istotne, czy zainscenizowano "wypadek", czy też podrzucono dane z realnych wypadków. Istotne jest to, że publiczność otrzymała dane, a nie zdarzenie. W restauracyjnej obiadowej metaforze oznacza to ni mniej, iż zaproszono nas do stołu, po czym, zamiast aromatycznego obiadu, zaserwowano do zjedzenia tym zaabsorbowanym i głodnym, ZDJĘCIA potraw, ich modele: obrazki i cyferki. 

Nikt z nas żadnego realnego zdarzenia nie otrzymał, za to podkolorowane, podkręcone, bogato ilustrowane Menu - a i owszem, to tak. Dla zmyłki takie absorbujące i takie krzykliwie kolorowe, bo serwujący od początku nie zamierzali nam wcale podać na stół niczego, co rzeczywiste. Rozgrywający Polaków od początku nie zamierzali podać nic realnego, a jedynie fabrykacje.

Podczas rzekomego zdarzenia smoleńskiego nie miało być tam żadnych świadków i tak się stało: byli gdzieś w okolicy, niedaleko delegowani, jacyś delegaci, raptem kilku, ale wydarzenia nie widział najkompletniej żaden z nich — nikt. Brak jest nawet pojedynczej realnej relacji. Najbezpośredniej obserwowało "zdarzenie smoleńskie" ZERO świadków.

 

Na dodatek, kto był blisko zdarzenia, ten jednoznacznie mówił, podkreślając to wielokrotnie w wywiadach, że "TAM NIC NIE BYŁO, NIC SIĘ NIE WYDARZYŁO". Którzy byli blisko - chociaż żaden nie uczestniczył w zdarzeniu - podkreślali, że:

Bahr: 'jakieś snujące się dymy, jak jesienią na kartoflisku"

Wosztyl: 'jakiś milknący dziwny dźwięk, JEDNEGO silnika"

Liczni kanceliści: "jakieś śmieci, ale żadnych ciał"

Kaczyński: "nie rozpoznałem Brata, to ktoś inny"

itd, itp.

 

Za to nieomal natychmiast zaangażowano pisarzy, dziennikarzy, a chwilę później i filmowców, by opowiadali gęstymi słowy o tym, co się NIE STAŁO. Im mniej te ich historie były prawdopodobne, tym większy oddźwięk znajdowały, gdyż tym ostrzej podkręcano je, via media publiczne, nazywane słusznie Głównym Ściekiem. Tutaj media katolickie niestety niczym nie odróżniły się od heretyckich, żydowskich, czy szatańskich: równiutko trzepały ten sam kurz danych, nie podając ni słowa odnośnie rzeczywistych zdarzeń. Ale za to danymi i obrazami sypały jak z rękawa. Co na to nasi fizycy, nauczeni przedkładać dane nad zdarzenia?

 

Pozorna poprawność nauki.

 

Czachor, jako fizyk, wpadł w tę samą pułapkę, w której siedzieli już, nader prominentnie, liczni inni. Na przykład   Jaworski,  Artymowicz,  Nowaczyk,  Binienda,  Broda, a w którą wskoczyli później uczestnicy konferencji smoleńskich (wymieniam tylko fizyków, gdyż w tej pułapce było aż gęsto od rozpalonych, gadających głów, nader uczonych a kompletnie pomylonych). Przyczyna wpadki Czachora jest identyczna, jak ta, która do tej podstępnej pułapki zassała innych naukowców: bezmyślne wzięcie zaserwowanych im danych za realne zdarzenie.

Mowa tu jest o danych i obrazach, prezentowanych zarówno publicznie via telewizja, jak i tych przekazywanych szczególnymi kanałami, do rąk własnych, poza publicznym obiegiem, przez inne media, niejednokrotnie zakodowane, albo inaczej teatralnie udziwnione, lub pozakręcane, obłożone anatemami i zaklęciami. Mowa o dwuwymiarowych danych niewątpliwie trójwymiarowego wydarzenia. Widzimy rozbieżność — że jedno i drugie to nie "to samo"?

 

Czy Czachor, jako naukowiec uczciwy, a do tego rzetelny człowiek mógł był uniknąc wpadki wzięcia danych za zdarzenie? NB. Określenie uczciwy naukowiec to nie jest tautologia - bynajmniej; naukowcy albo łżą jak z nut w pracy, będąc oddanymi ojcami rodzin, albo odwrotnie, więc to nazwanie Czachora podwójnie uczciwym ma swoje znaczenie i ma swoją wagę — ów naukowiec to ewenement… skądinąd wiem o nieprzeciętnej jakości Czachora w życiu i w nauce równocześnie — jakość ta to ogromna rzadkość we współczesnym świecie naukowym, codziennie podkładającym tzw. kolegom z instytutu atomowe świnie.

Koniec dygresji, odpowiadam na zadane pytanie. Nie sądzę. Każdy fizyk współczesny tresowany jest od przynajmniej stu lat do bezrefleksywnego brania danych za odwzorowywane wydarzenie. Dlatego też nieomal automatycznie dzisiejsi fizycy rzucają się na dane. Bez cienia refleksji, że zjedzona fotografia obiadu nie jest zbyt pożywna, oni biorą nóż, widelec i z wystudiowaną, dziarską miną przeżuwają papier lub taśmę filmową.

Kto oglądał przemawiającego Biniendę, wyjaśniającego publiczności, co ta ma myśleć, ten wie o co tu chodzi. Jeszcze chcą tacy, po strawieniu papieru, przemieleniu danych - co im się rzekomo "udało" - czym prędzej popychać innych do podobnych aberracji. Tymczasem umyka im, że wyciąganie wniosków z danych pomiarowych nie jest wcale analizowaniem wydarzenia, które przetworzono, które przetransformowano na dane!

Dopiero odtworzenie (repetycja, a nie: reprezentacja) eksperymentalne zdarzenia byłoby jakoś miarodajne. Jakoś - bo po pierwsze pod wieloma warunkami, a po drugie zazwyczaj i tak niedokładnie, np. nie w całości uda się nam odtworzyć zdarzenie. Potrzebny jest tu przykład?

Wahadło Foucaulta na biegunie pobiegnie inaczej, niż na równiku, choć oba te miejsca są na Ziemi.

A oto następny, konkretny przykład.

Pamiętajmy o tym, że nowe samochody rozbijane są frontalnie, transwersalnie, itp. o bariery, aby sprawdzić ich realne zachowanie w wypadku ewentualnej kolizji. To rozkłapcianie idealnie nowego, funkcjonalnego i drogiego samochodu o mur, o strukturalne aluminium, o szynę stalową itp. wykonuje się pomimo modelowania komputerowego i innych narzędzi, produkujących DANE.

Dzieje się tak dlatego, bo technicy wiedzą, że obliczeniowe dane o nowym samochodzie są tak bezwartościowe, jak bezwartościowa jest dla głodnego - fotka obiadu. Jest ona odwzorowaniem obiadu, zgoda, ale bezwartościowym odwzorowaniem. To dotyczy też KAŻDEGO obrazu telewizyjnego, pamiętajmy o tym.

 

Plan działań przyszłościowych.

 

Co nam więc pozostaje, gdy Czachor siedzi w pułapce i "analizuje dane" zaś Przywara z Cierpiszem rozpisują jedno sensowne zdanie w tysiącznych notkach, nawet książkach? Pierwszy krok, to wyrzucić telewizor z domu. Drugi, zacząć samemu gotować. Jak głodny człowiek, który się dotąd bezskutecznie próbował nasycić kolorowymi obrazkami z telewizora, może sam odważnie pójść do kuchni i zacząć gotować tam pożywną strawę dla własnego, łaknącego pożywienia (a nie obrazków pożywienia) ciała, tak i pozostali - czyli my - możemy zacząć od energicznego wyrzucenia menu i obrazków. To by był - początek. Co dalej, po wyrzuceniu TV z domu?

Marsz, do kuchni, gotować samemu.

Tam w kuchni nie wolno powtórzyć błędu. Nie wolno pomylić książki kucharskiej (nie jemy książki kucharskiej!) z żywnością. Cały czas pilnując się, by nie zjechać znów "na dane" musimy zająć się wprost zdarzeniami — to znaczy, zacząć wreszcie pracować nad najbliższym otoczeniem, które ogarniamy, a nie ogarniać najbliższe otoczenie przez wchłanianie danych i obrazków, spreparowanych, przygotowanych "dla nas".

Żaden propagandowy telewizyjny obrazek i żaden gazetowy reportaż nie jest odwzorowaniem otoczenia, którym możemy się pożywić. To odwzorowanie, jak zresztą każdą pożywną potrawę, musimy zrobić sami. Lub pójść do zaufanej restauracji, gdzie serwują potrawy, a nie ich obrazeczki. Czyli ograniczyć się do naocznych świadków, tych umiejących uważnie obserwować, autentycznych i godnych zaufania. Reszta relacji jest bezwartościowa i zawsze będzie dla nas bezwartościowa, lub gorzej: trująca.

 

Wiemy aż nadto dobrze, że dane są zmanipulowane. To deprymujące widzieć ludzi kalibru Czachora, którzy trzymają się kurczowo idei, że "obrazek jest prawdziwy i pożywny". Nieprawda. Obraz jest tak samo zmanipulowany, jak użyte do jego konstrukcji dane, a jego ingestia to krok do śmierci, a nie żadnej "naukowej analizy". Zwróćmy uwagę, jak skutecznie - z tym samym problemem - poradził sobie specjalista-leśnik Cieszewski, który najpierw krytycznie przyjrzał się obrazkom, jakie mu serwowano, a następnie odmówił spożycia ich (naukowej analizy). Odrzucił całe menu, jakie mu przyniesiono. Krętacze dostali drgawek.

Niesłychane! Telewizja, oraz inni wciskacze obrazów i danych natychmiast go zaatakowały. Ten, spokojnie, do dziś odmawia spożywania bredni o "wypadku" bo wie, z doświadczenia, że takie dane jak też i obrazy, jakie zaserwowano Polakom po 10-4-10, są niemożliwe, są fabrykacją. W ostatnich latach nikt go zdecydowanie nie poparł, choć jego stanowisko jest jedynym możliwym; w każdym bądź razie dla naukowca.

 

Wróćmy teraz na nasze, blogerskie podwórko. Poza Cieszewskim żaden inny naukowiec nie zrozumiał tego, co w pierwszym akapicie przedstawiam. Najbliżej odrzucenia sfałszowanych danych był Broda; napisał on bodaj dwa lata temu wnikliwie nakreślony artykuł, pokazujący niejasności i niezborności, wręcz niesamowitości danych telewizyjnych. Broda ostatecznie poszedł jednak nie w stronę odrzucenia takiego konwolutu danych, ale ześliznął się w bok. Do dziś trzyma się wytłumaczenia w stylu "był zamach". Nie. Nie jest to trafny wniosek. Nie tędy droga.

Oczywiste jest jedno: tak zmanipulowane dane należy odrzucić. Nie należy nic z nich brać - podobnie, jak nie należy zjadać ani jednej kartki papieru, gdy jesteśmy głodni - nawet, gdy to jest strona, wyrwana z książki kucharskiej. Gdy taka kartka nie smakuje, nie oznacza to, że "był zamach" — po prostu wcinasz papier, a ligninę strawić może co najwyżej koza. Człowiek nie pożywi się karmą dla kóz. Skąd więc ten błąd u dobrych skądinąd naukowców? Dlaczego tak zajadle żują ligninę i kredę?

 

Trening, tresura od najmłodszych lat aż po uniwersytet zrobiły swoje. Ludzie, którzy nam mówią, że oni niby się "zajmują nauką" są tak naprawdę pomyleni (tzn. mylą się - zostawmy na boku drugie znaczenie słowa "pomyleni") — bo czego się nie dotkną, tam wpierw biorą dane, a nie zdarzenia, do analizy. Najczęściej kończą na analizie otrzymanych danych; do samego zdarzenia w ogóle nie dochodzą, pomijają je. Jakże wygodnie.

 

Technika i fizyka.

 

Możemy liczyć na niektórych trzeźwo myślących techników. Ci wiedzą, że bez testów zniszczeniowych niczego się "z komputera" czy też z przesłanego im obrazka, nie dowiedzą. Dlatego też dzisiaj samochody jeżdżą lepiej i są bezpieczniejsze, niż dawniej. Czy tak naprawdę jest? - Owszem, tak.

To jest prawda.

Niemniej, i tu powinniśmy być czujni. Przykładowo: niezły technik, bloger Manek (występujący także jako Wielki55, Kenam, Izaak i około 15 innych nicków) zalewa potokiem "przeanalizowanych danych" fora internetowe od ośmiu lat. Nie widać końca tego potopu, przeplatanego okazjonalnymi inwektywami.

Dane z obliczeń Manka byłyby interesujące, być może nawet jakoś wartościowe, gdyby one opierały się na parametrach wziętych z autentycznych wydarzeń. Z niewiadomych przyczyn temu skądinąd pracowitemu technikowi nie da się wytłumaczyć, że działa na hybrydzie podrzucanych mu zmyśleń i faktów.

Sumaryczny wynik analiz Manka jest kompletną fikcją, więc rozmaici czytelnicy owego autora rzekomo za to uprawianie fikcji atakują, ten szermuje wyzwiskami, usuwany jest z forum, wraca od razu pod zmienionym nickiem, a gdy zostanie rozpoznany, to jest znów atakowany, itd. Komiczna epopeja niekończących się fikcji i wyzwisk… niepotrzebna nikomu, dezawuująca techników. Już na tym jednym przykładzie widać, że inżyniera czy technika także trzeba pilnować, by nie odleciał w krainę fantazji, gdzie zajada się na obiad fotografie dań — kolorowe, z wykresami prosto z plottera. Smacznego żucia ligniny i kedy, Manek!

 

Pójdźmy tam, gdzie robi się naukę.

 

Na naukowców, zwłaszcza na fizyków, nie ma co liczyć. Rozjechał im się świat realny i wydumany, i to dawno już, bo za czasów Macha, Bohra, Poincare'go, Michaelsona, Morleya, Millera. Świetnym przykładem, znakomicie ilustrującym zjawisko, będzie cornellowiec Feynmann. Stary profesor Feynmann, choć miejscami złapał trakcję (sprawa promu kosmicznego, gdzie nie dał się zbić z pantałyku i gdzie trzymając się realiów ostatecznie odkrył przyczynę eksplozji rakiety, zaszłej spektakularnie natychmiast po starcie) to równowagi utrzymać nie potrafił i co krok wykładał się na podstawianiu danych za zdarzenia. Feynmann robił tak za każdym razem, kiedy to próbował wytłumaczyć studentom fizykę. Jego wykładów z tego powodu nikt nie notował. To jest znany fakt. Dość dobrze znany - a jednak nie wspominany w biografii. To ewenemet: prof gada, a studenci nie notują niczego z takiego wykładu. Nigdy, nikt nie robił tam notatek.

Paradoksalnie dlatego właśnie postanowiono, by zapisać te wielkopomne wykłady, co stało się zadaniem dla legionu fizyków, poprawiających ewidentne błędy, popełnione przez Feynmanna. Korekta nie udała się zresztą: drugiego tak błędnego podręcznika fizyki nie ma. Gęste brednie Feynmann sprzedawał jako współczesną fizykę, w wielkich nakładach, wznowieniach, tłumaczeniach, itd. Wykłady Feynmanna były tak gromko nagłaśniane - przez nierozumiejące niczego MSM, Main Stream Media, czyli media głównego ścieku, że aż zainspirował innych funkcjonariuszy fizyki do podobnych łamańców (Higgs et al.). W rezultacie brakuje dziś fizyków krytycznych wobec siebie i wobec tzw. autorytetów. Wptost mówiąc: brakuje dzisiaj ludzi, potrafiących przemyśleć poprawnie nawet tak - zdawałoby się nam - prostą rzecz, jak wyraźną a zarazem istotną różnicę:

- między obrazem rzeczywistości, a

samym zdarzeniem, zachodzącym realnie.

Fizyk dziś mówi o tym pierwszym, o reprezentacji zdarzenia - o danych - jednocześnie chwaląc siebie, jaki to z niego dobry sprzedawca rzekomej rzeczywistości - realnych wydarzeń. Efektem tego pomieszania jest kociokwik, widoczny w artykułach Jaworskiego, Artymowicza czy jakiegoś innego Biniendy.

 

Chociaż i między fizykami są perły intelektu: potężnie powiązani z ziemią trzeźwi realiści, nie dopuszczający do mieszania danych o zdarzeniu z nim samym. Broni się Dakowski, niezmordowanie zbierający zwolenników solidnego myślenia, ale nie otrzymuje znikąd pomocy. Paru przyjaznych blogerów, niestety, nie liczy się.

 

Rozsądny rozbijacz?

 

Paradoksalnie jeszcze najrozsądniejszy głos analityczny — to ten domagający się kontrolowanego rozbicia drugiego tupolewa, bo "wtedy zobaczymy, jak było". To prawda, niemniej ponieważ żadne zdarzenie nie zaszło (co wykazałem w innyym miejscu), to lepiej nam będzie zachować tupolew numer dwa, w nietkniętym stanie, zamiast go doświadvzalnie rozbijać. Postawmy ów drugi, bliźniaczy tupolew, który kiedyś latał dla warszawskiego rządu, jako pomnik. W środku Warszawy, przykładowo w ogrodzie Pałacu Namiestnikowskiego (Prezydenckiego), nad Wisłą. Miejsca tam jest na zapierający dech w piersi pomnik, zbudowany z autentycznego tupolewa na postumencie, dość; sprawdziłem to. A zatem, pomnik.

Nie, nie głupoty.

Niech ten prawdziwy tupolew 154m - ostatni, a do latania już bezużyteczny - stanie w centrum Warszawy jako mocny symbol myślenia. Takiego myślenia, które wyprzedza wypadki. Oraz jako pomnik myślenia, rozróżniającego między jakkolwiek pozyskanymi danymi, a realnym życiem. Jako przypomnienie, że obraz nie jest przedstawionym na tym obrazie wydarzeniem. Niech inspiruje do nauki; ogólnie do uczciwości w nauce.

 

Kto wie, czy nie zdarzy się Polsce fizyk, już obecny, już doświadczony — lub przyszły, dopiero uczący się — który, patrząc na taki pomnikowo umieszczony w centrum Warszawy tupolew, do wystawienia którego na postumencie gorąco namawiam warszawskie władze, i wtedy opamięta się i wróci do realu; do rzeczywistości.

 

Nazwijmy go roboczo "Feynmannem wolnym od bredzenia feynmannowskiego". To fizyk ponadprzeciętny, wybitny, a chodzący po ziemi. Precyzyjnie wykładający studentom fizykę, a nie wykładający się co krok na twarz na niefizykalnych fantazmatach. To jest, sądzę, możliwe. Poznałbym Go chętnie, gdy już się objawi.

 

Zakończenie.

 

Pamiętajmy, że komisje pobierają za pieniądze za tzw. pracowanie nad problemem. Nie istnieje taka komisja, którą powołano by do ROZWIĄZANIA problemu i jednocześnie tak ustawiono honoraria dla Wysokich Komisarzy, że ci otrzymują pieniądze tylko wtedy, gdy rozwiążą problem i to tak, że wypłata nastąpi wyłącznie za rozwiązanie problemu. Gdyby ktoś zobaczył takową komisję, w działaniu, na żywo, niech natychmiast spali wszystkie swoje notatki, powyrzuca komputery i zamknie się na cztery spusty: atak Marsjan. To się realnie tu na Ziemi nie wydarzy. Choć — dobrze by było, by kiedyś, nareszcie jakaś ludzka, uczciwie pracująca komisja niesamowitości tzw. smoleńska zbadała.

 

Ziemskie komisje, patrz Sejm, zbierają się i płacą sobie, oraz sekretarzom, wyłącznie za nierozwiązywanie żadnego zaprezentowanego im problemu. Czasami komisje wzywają społeczeństwo na pomoc. Wówczas, gdy ktoś niespodziewanie rozwiąże problem nad jakim "pracowali", a — to wtedy natychmiast są zmieniane warunki rozwiązania tak, że problem znów powstaje, tym razem nierozwiązywalny, przy czym komisja w obliczu problemu rozwiązanego dla nich posuwa się do dowolnego tricku, by temu kto rozwiązał, nie zapłacić, z odwróceniem poprzedniego zagadnienia włącznie. Lub powtórką z rozrywki. Lub…

Przykład.

Jeśli obraduje komisja wybuchowa, to za wykazanie wybuchów odkrywca natychmiast zostanie ukarany, wybuch zostanie nazwany kiełbasą z pastą do butów (lub podobnie), a problem zostanie wysadzony w powietrze na poligonie. Po czym… komisja wypłaci sobie nagrody, na wszelki wypadek - dziesięciokrotnie wyższe od rocznego jej budżetu. Odkrywca wybuchów zostanie pozbawiony pracy, a dostawca wykrywaczy dowie się, że jego urządzenia "nie wykrywają żadnych materiałów wybuchowych". Normalka. Komisja uda się na trzydziestomiesięczny płatny poczwórnie urlop, a następnie powróci do pracy, by szukać… wybuchów.

 

Powtórzmy, dla naiwnych, raz jeszcze: komisje płacą sobie za rozwiązywanie problemów, a nie za rozwiązanie ich. Króliczek, gonić, sedno. Ludzie mający wszystkie swe pięć klepek, chcąc rozwiązać problem, unikają komisji jak ognia.

 

Dedykuję Markowi Czachorowi, człowiekowi uczciwemu.

 

PS. Naszemu blogerowi, BENDIXOWI, dedykuję poniższe.

Św. Augustyn, biskup Hippony, określił nas lakonicznie: My sami w duchu nie jesteśmy zmysłowymi (łac. animi sensibiles), lecz rozumnymi, ponieważ jesteśmy życiem.
Nosque ipsi animi non sensibiles simus, sed intellegibiles, quoniam vita sumus — De Trinitate, XI, 1.1; CCL 50, 333 (I 18-19) 

Tak mówił Św. Augustyn o naszej duszy, na którą składa się: poznanie, pamięć i pragnienie (wola) tworząc w niej jedną, zdrową, ludzką osobowość.

Pisałeś, że wtedy, gdy nie uwierzyłeś w niezrzucenie bomb atomowych na Hiroshimę i na Nagasaki, gdzie faktycznie żadna atomowa nie spadła - USA wcale nie miała wtedy "broni jądrowej", to skrytykowałem takie niedowiarkowate nastawienie. To stało się pewnie dlatego, bo jak sądzę pragniesz wiedzy, a zaspokajasz to pragnienie z najgorszego możliwego źródła tj. z mediów głównościekowych.

Gdy tylko zechcesz, sam znajdziesz dość dowodów na to, co napisałem, i samodzielnie wyrobisz sobie takie samo zdanie. Pokazałem Ci kierunek poszukiwań. Kto ma pełną duszę, pragnie prawdy, dąży do poznania i ma pamięć, ten sam dojdzie do wniosków, jakie tutaj Ci prezentuję. Życzę Ci zatem —

Powodzenia w poszukiwaniach!



tagi: fizyka  nauka 

A-Tem
17 maja 2018 17:25
79     5845    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
JK @A-Tem
17 maja 2018 17:53

Była jednakże w historii jedna komisja co rozwiązała postawione przed nią zagadnienie. Na krótko co prawda, ale jednak. Była to na dodatek "nadzwyczajna komisja" w skrócie CzK. Na dodatek Polak ją stworzył problemy rozwiązywał. Jeden po drugim. I jakby tego jeszcze mało było została stworzona na naukowych podstawach - marksizmu i leninizmu.

zaloguj się by móc komentować

betacool @A-Tem
17 maja 2018 17:57

 

Pozwól, ze zapytam, bo nie do końca pojmuję.

A jak postawisz swoją teorię na stole, a potem zrobisz jej zdjęcie i zamieścisz na blogu, to w momencie zamieszczenia to będzie nadal wartościowa teoria, czy juz tylko papier niegodny wcinania.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @A-Tem
17 maja 2018 18:00

@ALL

Wstawiam tu powyższy tekst, który niektórzy z Państwa już znają, jako znak odróżniający autentycznego blogera od zestrachanego własnym zmyślactwem kieszonkowego satyrka. Kto to taki?

Nie chcę wymieniać zmyślacza; wiecie o kogo chodzi. Ja jestem dostępny dla chętnych od zawsze, stąd rzeczony usunie swoje zmyślanie razem z moim nazwiskiem. Nie zamierzam byc kojarzony przez automaty-wyszukiwarki z żadną tzw. forumową witryną. Taże nie z tą. Prywatnie proszę bardzo - bo jestem osobą prywatną, BEZ najmniejszych nawet stanowisk, itp.

Nie podlegam żadnym "opisom blogerskim", a już wcale takim, jaki tu, jak mówią mi, się ukazał. Nie czytałem tego i nie zamierzam tych bredni czytać. Co innego jest ważne:

Nie ma najmniejszego uzasadnienia dla ZMYŚLANIA bzdur na mój temat, czy na temat kogokolwiek, kto w opinii zmyślacza (nie wymieniam go tu) "jest ważny". To nieprawda, a typ Państwa okłamuje. Dostanie tydzień na usunięcie zmyśleń. Na wszelki wypadek precyzuję: chodzi o CAŁY tekst, gdzie ja występuję, jako ja. Bezczelność i przekroczenie przepisów prawa. Po tym terminie zareauguję jak należy w takich przypadkach. 

@Toyah, @Parasol, @Coryllus

Jeśli zmyślacz (lub Admin, lub Właściciel, lub wszyscy trzej) pokpią sprawę, to zderzą się z właściwą dla takich okoliczności, dobrze mierzoną akcją.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @JK 17 maja 2018 17:53
17 maja 2018 18:02

Ha ha. Idź gdzie indziej trollować. Wpis zostawiam, wyjątkowo.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @betacool 17 maja 2018 17:57
17 maja 2018 18:09

Metafora z metafory? Tak się nie da.

 

Musisz wrócić do konkretu. Jeśli przy zdarzeniu nie było nikogo, nikt nie widział, a niby "coś ktoś od kogoś usłyszał" to zdarzenie nie zaszło. Proste! 

Świadkowie decydują o tym, co zaszło. Nie ma świadków? - Nie ma zdarzenia.

Inaczej (nie wiem, czy jesteś prawnikiem) mówiąc "nie ma trupa, nie ma zbrodni". Czasem otworzą przewód sądowy, ale wyrok, gdy nie było zbrodni, jest niezmiernie mało prawdopodobny.

Tzw. procesy poszlakowe istnieją w sensacyjnej literaturze, albo w Court-TV. W życiu ich nie ma.

zaloguj się by móc komentować

betacool @A-Tem 17 maja 2018 18:09
17 maja 2018 18:14

Jeszcze raz i powoli.

Jak meteor walnął w środek tajgi i nikt go nie widział w chwili walnięcia, ale zostawił hektar połamanych drzew, to znaczy że nie walnął, bo nie było świadków walnięcia?

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @betacool 17 maja 2018 18:14
17 maja 2018 18:53

Wiem... To stary paradoks, znany raczej z liściem w tle. "Gdy w lesie upadł liść, a nikt tego nie słyszał (wariant: nie widział) to czy w lesie upadł liśc".

Dla obserwatora (którego nie ma): nie upadł. I chyba jest jasne, dlaczego.

Dla późnego obserwatora, który obserwuje późne konsekwencje, np. przyrost ściółki jesienią, spadłe liście w zimie - tak. Choć nie można nic o tym powiedzieć, kiedy konkretny liść spadł.

(...)

To są zabawy szkolne: czy ja rzeczywiście muszę tu tłumaczyć paradoks Zenona, czy paradoks liścia?

Proszę o podwyższenie poziomu!

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @redpill 17 maja 2018 18:45
17 maja 2018 19:00

...Incydent Smoleński nie został zbadany, można powiedzieć, ogromnym wysiłkiem. Cała para idzie w propagandę. Jest to dla nas doskonałe kółko w nosie, za które można nas zaprowadzić gdzie sie chce...

 

Dokładnie.

 

Putin? Oskarżany przez USA o smoleńsk? USA znowu chcą coś ugrać w Rosji, więc wyciągają to, na co Rosja nie może odpowiedzieć (jest współwinna inscenizacji). Teraz więc, bo wziątek był, Rosja będzie (bo musi) trzymać język na wodzy. Dobrze im tak, było odmówić inscenizowania, mieliby pole manewru.

zaloguj się by móc komentować

betacool @A-Tem 17 maja 2018 18:53
17 maja 2018 19:06

Na mnie nie licz. Paradoks Zenona ledwo ogarniam.

Ale czuję, że z tym podnoszeniem poziomu spokojnie sobie beze mnie poradzisz.

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @redpill 17 maja 2018 19:02
17 maja 2018 19:10

Ja myslę, że jak zapytasz po cichu A-tema, o to co tam się stało, to powie, że tam nikt tam tak naprawdę nie zginął, więc i ukarany nikt być nie może, ale może się mylę, albo coś źle zapamiętałem.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @redpill 17 maja 2018 18:45
17 maja 2018 19:12

PS.

Pierwszy akapit Twego trafnego (i to jak trafnego!) komentarza może zakręcić kogoś mniej odpornego. 

 

Dla takich - mniej odpornych na telewizję - mam wsparcie, uwagę: żaden z tzw. "świadków" nie widział samolotu, choć gęsto o tym gadał i plótł, co mu słuchaweczka w ucho kładła, do kamer.

Ja wiem, jak się przygotowuje pokład do lądowania. Gwarantuję, że NIGDZIE w necie nie ma zeznań o lądowaniu "polskowo lajnera" bo też na siłę powybierano te wańki-wstańki. 

Samolot, lądujący we mgle, wygląda w szczególny sposób. Tego żaden z wypychanych do kamer pleciug nie znał, a ich prowadzący, również niekumata swołocz, też tego nie wiedzieli.

Sumarycznie jurije i waniusze napletli nie o tym, jak samolot faktycznie wygląda, a o tym, jak oni sobie to wyobrażali, że wygląda. Tzn. widać było, że łżą.

 

Ciąg dalszy — jak w Twoim komentarzu.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @betacool 17 maja 2018 19:10
17 maja 2018 19:17

A został ktoś ukarany?

 

Dalej, cytuj - kto i kiedy. Nawet nie wiesz, jak blisko faktów jesteś, pisząc: "...tam nikt tam tak naprawdę nie zginął..."

 

Nie da się wykluczyć, że dźwig kogoś przygniótł, czy jakiś fragment wysadzanego złomu za daleko poleciał. W teatrze też ktoś, robiąc dekoracje, może spaść z drabimy. Więc rozumiesz - jesteś blisko, ale czy nikt nie zginął, tego nie wiem.

zaloguj się by móc komentować

wierzacy-sceptyk @A-Tem
17 maja 2018 19:22

Paranoję Atemie można twórczo rozwijać.

Relacjom świadków nie można wierzyć, przecież ich osobiście nie wysłuchałeś, trzeba by jeździć po świecie i się z nimi umawiać.

A nawet wtedy im się mogło to tylko wydawać.

Albo mogli być oszukani.

Przecież to są tylko opisane relacje, a jak wierzyć tym co to opisują.

Nawet jeśli widziałem to i tak nie mogę sobie wierzyć, mogło mi się wydawać.

Poza głownym wątkiem:

Długo nie mogłem zrozumieć działania diody tunelowej, no przecież to jest tak jakbyś usiłował przeskoczyć dziesięciometrowy płot, niemożliwe.

No ale działa, więc odczep się od fizyków.

Chyba że idziesz w kierunku że Twój telefon komórkowy nie działa, świat nie istnieje, wszystko jest tylko tworem Twojej wyobraźni.

Ale wyobraźnia też nie istnieje.

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @A-Tem 17 maja 2018 19:17
17 maja 2018 19:23

A Kaczyński jest wtajemniczony i udaje, że stracił brata, czy też nieczego nie ogarnia?

zaloguj się by móc komentować

betacool @redpill 17 maja 2018 19:27
17 maja 2018 19:33

Ok. na to zgoda.

Tylko chciałbym zapytać, czt A-tem obstawia jakiś alternatywny scenariusz, jeśli tak, to w jakiej mierze jest on bardziej wiarygodny od błędnych jak rozumiem założeń fizyków, a jeśli nie obstawia, to po co to wszystko pisze?

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @wierzacy-sceptyk 17 maja 2018 19:22
17 maja 2018 19:54

Słowa piszącego bardzo prędko zaczynają odnosić się do niego samego. Działanie diody jest pobocznym tematem ("a murzyni w Ameryce, to...") nieistotnym dla głównego wątku. Krótko: tu NIE MA świadków. Ani jednego.

I co teraz?

PS

Myśmy się nie spotkali - a szkoda! - więc mamy tylko to, czym (kim) jesteśmy tutaj, w sieci. Przewidując taki komentarz, napisałem odpowiedź, zanim jeszcze wstawiłem tekst.

 

Proszę o przemyślenie go.

 

Folks who enjoy reading my texts are all audacious and perspicacious. Which I am, too. To znaczy, piszę dla odważnych i przenikliwych. Nie każdy taki jest. Czasem, gdy mówię (piszę) to odpowiedzią jest jedynie cisza. Taka, że słychać tylko wiatr.

I drżenie w sercu rozmówcy. Który się boi. Że mu coś "zabiorę". Na przykład jego fantazje, bajkowy światek wierzeń i zmyśleń, przejęty od innych, lub samemu, w długie godziny stworzony.

Gdzie jest przyczyna tego stanu rzeczy?

Oto test, dla własnej satysfakcji może go każdy przeprowadzić. Czytamy dowolny mój tekst, na przykład notkę, powyżej, po czym patrzymy w serce: co się tam odzywa? Radość, strach, opór, być może zdenerwowanie...? To proste: jaka jest reakcja, taki jest też mój Czytelnik. Prawda, że to proste?

Jesteśmy tacy, jak nasza PIERWSZA reakcja. Ta szczera.

Bardzo proste. A teraz szczególna reakcja - jedną możliwą opiszę dokładniej. To pojawiające się tu ‚z niczego’ a zajadłe protestowanie w stylu "ależ to jest niemożliwe! to niesłychane! jak on śmie! itd.". Gdy takiego protestującego zapytam - albo on sam siebie zapyta - skąd ta wściekłość, skąd ta nagła umysłowa oporność w zrozumieniu prostej przecież rzeczy - odpowiedzią jest nieodmiennie milczenie, cisza. Nie wie, czemu protestuje,

Protestuje, bo protestuje. Nazywamy taką reakcję, słusznie zresztą, bezrozumną. Bo kto nie potrafi uzasadnić własnego przecież stanowiska, ten właśnie się przyznał, że brakuje takiemu rozumu. Że się boi "coś" stracić. Naprawdę?

 

I jeszcze jedno: tzw. współczesna fizyka to sterta bredni. Wciska się ją siłą na uniwersytetach, więc studenci nie są winni temu, że należą do najgłębiej zindoktrynowanych. O tym jest mój powyższy tekst.

Są to ludzie tak sprowadzeni na manowce, że już nie odróżnią zdarzenia od odwzorowania tegoż. Co wykazałem. 

 

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @betacool 17 maja 2018 19:23
17 maja 2018 20:02

Bez kawałów. Na to pytanie odpowiesz w pół sekundy. Dla chętnych, by przeczytać to słowo, wykatkowo je napiszę, i to podwójnie:

1. Tak, jest

2. Jest wtajemniczony. Co nie znaczy, że się z każdym szczegółem sytuacji zgadza. Coś chce zmienić. Stąd są od pewnego czasu przeprowadzane ekshumacje. Chce mieć kartę przetargową. Niczego mu ona nie da - autorzy transferu są silniejsi. Znów będą więc jakieś dane (z ekshumacji), ale żadnego zdarzenia.

zaloguj się by móc komentować

betacool @A-Tem 17 maja 2018 20:02
17 maja 2018 20:08

Czyli ekshumujący są też wtajemniczeni? Bo jeśli nie są, to chyba podsunięto im sklonowane szkielety.

 

 

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @betacool 17 maja 2018 19:33
17 maja 2018 20:11

Scenariusz jest raczej oczywisty. Zapisałem go przecież już. Patrz poprzednia notka. Tutaj - więc łatwo ją znaleźć.

 

A po co piszę? Patrz komentarz do WS. Dwa, patrz górny kom. Pokazuję, jak się pisze wartościowe notki. Pieprzącym co dzień tu, co im ślina na język, dedykuję motto - autorstwa Lamarcka.

 

Powiedz, czy przeczytałeś moją notkę, czy też od razu zacząłeś komentować..? Nic nie mówię.. Przeczytaj ją, jest trafna. Proszę.

zaloguj się by móc komentować

betacool @A-Tem 17 maja 2018 20:11
17 maja 2018 20:15

Czytałem całą. Pytam o to czego nie rozumiem.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @betacool 17 maja 2018 20:08
17 maja 2018 20:22

Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to wcale. Od pierwszego kłamstwa następne się już tylko nawarstwiają. Chyba, że tego nie widzisz — tego, że Polska oparła się 10.4.10 na kłamstwie.

 

To nie jest już państwo ChDKK, jak mówił Sienkiewicz. Jest gorzej. I to jest główny - choć niewidoczny na pierwszy rzut okiem - temat notki.

 

Bez wyrzucenia tego kłamstwa, i kłamliwej ekipy również, nie będzie żadnego naprawiania czegokolwiek. Nie ma sukcesów, które zbudowane by były na oszutwie.

Nie da się zacząć budowy domu od kłamstwa, małżeństwa od oszustwa, ani państwo organizować na masowym duraczeniu. To ostatnie uprawia obecna ekipa. Zaś ludzie (fizycy też, albo wręcz głównie) klaszczą tej ekipie, choć powinni ją usuwać. Najenergiczniej, bo z wiedzą. Jak postępują faktycznie?

Mają wiedzę? Jasne, z gazety, całe strony „wiedzy”.

zaloguj się by móc komentować


betacool @A-Tem 17 maja 2018 20:22
17 maja 2018 20:30

Nie obchodzą Cię konsekwencje jakie wynikają z Twoich teorii?

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @A-Tem
17 maja 2018 21:08

> Ludzie mający wszystkie swe pięć klepek, chcąc rozwiązać problem,
> unikają komisji jak ognia.

Pewien polityk, może nie powszechnie znany, ale usytuowany wysoko, powiedział mi kiedyś to samo: gdy chce się uwalić jakiś problem skazując go na wieczne nierozwiązanie, powołuje się komisję.

 

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @A-Tem
17 maja 2018 21:47

@ALL 

Niezwykle trafny komentarz napisał (na innym blogu) 35stan. Uwaga - to on jest autorem poniższego. Linku nie podaję, bo kopiuję jego kom w całości.

(...)

35stan

Nie tylko "fizyka" ale również "polityka" może(i jest) skażona ułomnością przedstawioną w tym tekście.
Tak prowadzenie polskiej polityki ocenia Pani profesor Ewa Thompson:

(...)Zbyt wiele frontów, zwłaszcza gdy się dorzuci takie drugorzędne sprawy jak zamykanie sklepów w niedziele czy odbieranie komunistycznym zbrodniarzom i kolaborantom tytułów i emerytur. Winię za to tę część prawicy, która nie rozumie różnicy między królestwem Bożym a królestwem ludzkim, w którym żyjemy i w którym polityczne sukcesy można osiągnąć jedynie przez umiejętność kompromisu. Tę część prawicy cechuje to, co nazwałabym tendencją do politycznego obżarstwa. Ale akurat te większe sprawy, tzn. Sprawa sądownictwa oraz narracja historyczna, musiały wypłynąć i nie można było ich zamieść pod dywan. Państwo niesuwerenne, jakim była Polska pod władzą Moskwy, nie uczestniczyło w pisaniu historii Polski za granicą, często nawet nie wiedziało, że taką historię się pisze, utrwala, wprowadza do szkół i mediów(...)

(...)W „Arcanach” napisałam, że najważniejszą rzeczą dla Polski jest rośnięcie w siłę. Im potężniejsza będzie Polska, tym lepszy będzie wizerunek Polaków za granicą. Grą symboli i rocznicowością niewiele można zyskać na arenie międzynarodowej, a Polacy często mylą symbole z rzeczywistą działalnością. W stosunkach między krajami istnieje coś w rodzaju uniwersalnej wagi, która odmierza ciężar gatunkowy każdego państwa. Można „nieznacznie przesunąć języczek u wagi”, jak pisał Herbert, ale w ten sposób ujmuje się lub dodaje tylko ułamek rzeczywistości. Budowanie więc polskiego wizerunku pokrywa się w znacznej mierze z budowaniem polskiej rzeczywistości, robienie Polski lepszą, mocniejszą, zdolniejszą do samoobrony i do zapewnienia swoim obywatelom bezpieczeństwa(...)

 17.05.2018 20:43

zaloguj się by móc komentować


A-Tem @betacool 17 maja 2018 20:30
17 maja 2018 21:54

To nie jest "konsekwencja mojej". Beta - czy Ty jesteś dziś przytomny?

To jest konsekwencja okłamywania Narodu przez tchórzliwe, zdegenerowane jednoski. Jakie JEDNOSTKI nie napiszę, bo to widać. To komplet występujących w TV. Plus Kura, plus Scripps Network, itd.

To są szczegóły ICH kłamstwa, powtarzanego, zawijanego, nawarstwianego. Teraz będą kłamać dodatkowo, na temat ekshumacji. Jak będą to robić, to mnie nie obchodzi. Chyba jasne, że nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.

zaloguj się by móc komentować

betacool @A-Tem 17 maja 2018 21:54
17 maja 2018 22:04

Obnażanie cudzych kłamstw to jedno i potrafię to zrozumieć, ale Ty tworzysz  w to miejsce teorie jeszcze trudniejsze do obrony.

To nie jest zA-Tem dróżka dla mnie.

zaloguj się by móc komentować

Ogrodnik @A-Tem
17 maja 2018 22:16

Proszę zwrócić uwagę, że gdy Putin czy Obama doładowują swoją komórkę on line to w ułamku sekundy dostają potwierdzenie wpłaty od Operatora. Podobnie my - maluczcy, doładowyjemy nasze konta u Operatora Naziemnego, pierwszorzędnego Świadka Wydarzeń.

A ja teraz, zainspirowany pańskim logicznym wykładem poczytam sobie o legendzie Smoka Wawelskiego.

zaloguj się by móc komentować

betacool @redpill 17 maja 2018 22:28
17 maja 2018 22:34

Czyli co, jesteś w stanie szybciej uwierzyć w Kaczyńskiego, który udaje żałobę?

zaloguj się by móc komentować

betacool @redpill 17 maja 2018 22:41
17 maja 2018 22:49

Nie moja:

"Jest wtajemniczony. Co nie znaczy, że się z każdym szczegółem sytuacji zgadza. Coś chce zmienić. Stąd są od pewnego czasu przeprowadzane ekshumacje. Chce mieć kartę przetargową. Niczego mu ona nie da - autorzy transferu są silniejsi. Znów będą więc jakieś dane (z ekshumacji), ale żadnego zdarzenia".

zaloguj się by móc komentować

tadman @A-Tem
17 maja 2018 23:10

A-Temie trochę naciągasz fakty, albo świadomie udajesz iż nie znany jest Tobie termin ukuty właśnie przez fizyków tzw. efekt obserwatora. A tak przy okazji, czy nie męczy Cię ailurofobia? Szkoda, bo kot pana Schroedingera miałby wiele Tobie do opowiedzenia. :)

zaloguj się by móc komentować

Cierpliwa2 @A-Tem 17 maja 2018 20:02
17 maja 2018 23:20

Te ekshumacje to chyba też po to, by pokazać, że się stało, co się nie stało.

zaloguj się by móc komentować

betacool @redpill 17 maja 2018 23:01
17 maja 2018 23:23

"żadnych rewelacji z tego nie ma"

No właśnie chyba od dziś jest, że badane są szczątki osób, które nie zginęły.

zaloguj się by móc komentować

Ogrodnik @Ogrodnik 17 maja 2018 22:16
17 maja 2018 23:33

Nie wiem kto tę legendę o spacyfikowaniu Smoka Wawelskiego wdrożył w obieg ale tam jest faworyzowany jednoznacznie prosty (?)  szewc Dratewka w opzycji do bezrefleksyjnego rycerstwa, ktore kończy niechybnie i z werwą w paszczy smoka.

zaloguj się by móc komentować

sannis @A-Tem
17 maja 2018 23:43

Ludzie ogarnijcie się, to są stare sztuczki. Chodzi o to, aby 90% domniemanej prawdy zainfekować dziesięcioma procentami kłamstwa. To jest wprowadzone i przerabiane na wszystkie sposoby od przywołania Korwina do TV przez Urbana. Był taki blog w necie ZezowatyZorro, byc może to ten sam gość co Atem. Na tym blogu sugerowano, że pasażerów do Smoleńska, wymordowano na Okęciu. Czytelników przybywało, dyskusje trwały, a skonczyło się zaprzeczeniem chrześcijaństwa. Czyli deprawacją młodzieży. 

Wogóle, jakikolwiek tekst o Smoleńsku na Szkole Nawigatorów powinien być zdjęty odgórnie.Ja się dwa razy zastanawieam zanim sklecę zdanie na Szkole, więc oczekuję poziomu adekwatnego. 

zaloguj się by móc komentować

Szestow @A-Tem
18 maja 2018 00:52

Sięgnąłem zachęcony cytatem na półkę z książkami po nie czytane nigdy dzieło św Augustyna i dorzucę tylko wyimek, choć nic nie wnoszący do dyskusji ale za to ładny.

"...Bądźmy więc przeświadczeni, że uczucie skłaniające nas do szukania prady jest bezpieczniejsze od twierdzenia, że znamy to, czego nie znamy. Szukajmy więc jako mający znaleźć, a znajdujmy jako ci, któży jeszcze powinni szukać. "Gdy człowiek skończy, dopiero zacznie" ( Syr 18,6) Nigdy nie wahajmy się niewiernie co do tych prawd, które nam są podawane do wierzenia. A co do prawd podlegajacych rozumowi, nigdy zbyt śmiało nie wysuwajmy twierdzeń. W pierwszych mamy przyjąć autorytet, a w drugich - dociekać prawdy"   Św Augustyn, O Trójcy Świętej  IX  1,1

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Szestow 18 maja 2018 00:52
18 maja 2018 08:17

Znakomity cytat. Dzięki.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @sannis 17 maja 2018 23:43
18 maja 2018 08:56

Jak widać z Twojego wpisu, nie masz bladego pojęcia w czym rzecz. Wyjątkowo wyjaśnię, ale następną taką brednię wyrzucę bez czytania. Zezik (ZZ, Zezowaty Zorro) to oszust, którego ja odkryłem; wykryłem go już wiele lat temu. Napadł na mnie, bo mu rzekomo "popsułem interesy" (zezowaty sprzedawał naiwnym udziały w rzekomych mieszkaniach letnich, czy hotelach, w ciepłych krajach: Baleary, Egipt, etc. oraz handlował oszukanym złotym bulionem - czytaj: pozłacanym wolframem, 2PLN/szt, sprzedając te kanty po 1500USD, via blog). Taki ambergoldowiec z zezowatego był.

Zezowaty zorro to był i jest nieuczciwy geszefciarz. Sthasznie się ten typek wtedy wnerwił i próbował pluć na mnie, cośtam „odkrywać” czy „wyjawiać”, itp. Zezowaty bredził tak, jak konfabulator Osiejuk-Toyah, zmyślając „kim ja jestem”. Nawet tego nie czytałem. Parę osób się wtedy przejęło, więc napisałem uprzejmą prośbę do Adminów salonu24, aby zareagowali. Zezowaty Zorro wyleciał z s24 sześciograniasto, na następny dzień. Miotał się potem po innych "platformach blogowych" z minimalnym szczęściem — jakie to typowe dla oszusta...

Uwaga.

Historię tę niech przeczyta Parasol, tutejszy Admin. Obecnie poprosiłem Go o usunięcie konfabulacji toyahowych. Grzecznie.

Draństwa i syfiatego zachowania nie toleruję. Toyah has had his fun already. Now he's gonna hit bricks. Kanciarz, oszukuje ludzi okłamując ich na jego blogu. Ciekawe, jaki „biznes” jemu przestał wychodzić, więc się mści — łgarstwami.

Zwłaszcza, że nigdy o nim ani jednego słowa innego, niż komplementy, nie powiedziałem. Za aktywne wsparcie drań odpłacił podłością. Zresztą, nie tylko mnie zaatakował - to jest koniec Toyaha. On tu napadł, w przypływie szaleństwa, na wielu ludzi. Jak dla mnie to Toyah się skończył. 

Wróćmy do rzeczy.

Jeśli coś chcesz wiedzieć, to powiem Ci - każdy (odważny) może do mnie zwyczajnie zadzwonić. Albo umówić się na kawę (some travel required). I wielu już z tego skorzystało, i z pierwszego, i z drugiego. Doświadczenia ze spotkań z blogerami mam z lat już minionych jak najlepsze. Nie jestem nikim ważnym, stąd mam trochę zachodzącego czasu, wolnego dla takich spotkań.

 

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Cierpliwa2 17 maja 2018 23:20
18 maja 2018 09:16

Tak jest. Plus karta przetargowa w ewentualnej rozgrywce: "ja wiem, co wyście tam zakopali". Blotka, nie karta bijąca.

NB.

Nabożeństwo w Katedrze 18-go kwietnia 2010 było "za pomyślność Polski" i taki też był list Sekretarza Stanu. Tzn. Watykan wiedział już w pierwszy dzień, że to lipa. Wycofanie agentów, nie żadna "śmierć kogoś ważnego". Nie było wiéc też żadnego "pogrzebu kościelnego". Kto JESZCZE jest zaskoczony, niech przypomni sobie, jak "odprowadzano trumnę do grobu" oraz... czy to był ksiądz. Nie! To był Saakaszwili. Kolega LK - agenciak, jak on. Agent agenta chował. Czy ludzie się zorientowali, jak są nabierani? — Niektórzy, tak.

Ach, ten machający skrzydłami samolot... Cyrk na kółkach urządzili. A w Krakowie...

To było nabożeństwo wotywne, nie żałobne. Oczywiście główny fałszywy katolik - Toyah - nie zauważył tego. Zresztą on tutaj napisał wiele oszukańczych artykułów, podobnie jak to "sprzedawanie niezaszłej tragedii" podkręconych.

 

W długiej, prywatnej rozmowie z Pewnym Blogerem tutaj nie piszącym, ale czytającym, dowiedziałem się, że T. pisze niby sugestywnie, duracząc Czytelnika emocjami. Mogę jedynie powiedzieć "uwaga na jego teksty - są one przekłamane".

zaloguj się by móc komentować

Tytus @A-Tem
18 maja 2018 09:18

"W takich wydarzeniach matematyka i fizyka były dla mnie drugorzędne. Najważniejsze byłoby widzieć scenę wypadku (Crime Scene). Tego mi brakowało."

Te słowa Cieszewskiego są dla mnie szyfrem do 10 kwietnia.

Dziękuję!

Ps Podobnie jest ze źródłem historycznym. Autor relacji jakiejś bitwy nie podaje suchych liczb, że ci mieli tylu żołnierzy, tyle prochu itp, ale opisuje działanie jednej i drugiej strony. To od mojej wiedzy i możliwości weryfikacji wiadomości kronikarza zależy poznanie prawdy.

O Smoleńsku w 2010 nie wiem prawie nic.

 

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @tadman 17 maja 2018 23:10
18 maja 2018 09:21

Ailurafobia. Pisz poprawnie, jak już musisz :-) 

Felidae? Lubię, ale sam ich nie hoduję. Nie da się wszystliego w życiu.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Tytus 18 maja 2018 09:18
18 maja 2018 09:58

To ja dziękuję. Świetny komentarz do sprawy.

Gęsto przy niej od oszustów, mamiących ludzi. Już nie będę wymieniał, kto tu kręci się, jak fryga. Wierzący Sceptyk wpadł, poszedł za jego łabędzim śpiewem - ja (dawniej) też. Nie jest łatwo otrząsnąć się, otrzeźwieć. Przestać czytać, co zmysla Konfabulant Poruszający Uczucia.

Chris Cieszewski nigdy się nie poddał. Zawsze rozważny, nawet gdy go Czachorem chcieli załatwić, bo przypuszczali, że wtedy to już się złamie.

A tu zonk! Cieszewski pozostał w równowadze. Za to Czachor dziś stoi na rozdrożu. Czy się opamięta? Jego rzecz. Obecnie płacze, że podkomisja/MON  (to jedno i to samo, w podkomisji jeden szpieg wojskówki o drugiego szpiega wojskówki się przewraca, ta ichnia komisja to jedno wielkie zebranie panów i pań z WSI)   "nie czyta jego tekstów". A po co mają czytać Czachora, jak oni przykrywają fikcję, a on im się z tymi "analizami niezaszłej katastrofy" nieproszony wciska? Sam bym to pierwszy wyrzucił do kosza. Niech Czachor otrzeźwieje, to wtedy zaczną go czytać. Może, bo i to nie na pewno.

zaloguj się by móc komentować

roxanna @A-Tem
18 maja 2018 11:15

 

Mała lekcja filozofii dla blogerów tzw. Szkoły Frajerów, dzięki której będą mieli w ręku stosowne narzędzie do prowadzenia dyskusji ze mną jak i również z innymi osobami, które wykazują tok myślenia bliski temu, który ja przyjmuję w swym postrzeganiu świata.

Na przełomie wieków XVIII i XIX żył filozof o nazwisku Hegel. Był przedstawicielem idealizmu. Opracował on dialektykę w oparciu o triadę
teza
antyteza
synteza

Wg tych 3 filarów można wywieźć bardzo obiektywne wnioski, również i w tej dyskusji.


A-Tem uważa, że katastrofy Smoleńskiej nie było- mamy tezę
Ktoś lub coś A-Tema do tego poglądu skłoniło, jednak dla sprawiedliwości powinien zapytać siebie: a co, jeśli jest inaczej, przeciwnie niż myślę - mamy zatem antytezę
W ten sposób rodzi się zapotrzebowanie na weryfikację obu zbiorów, w oparciu o sensowne przesłanki, argumenty, fakty. Dzięki temu, A-Tem będzie mógł w miarę obiektywnie przekonać się albo do swego zdania, tezy jaką postawił na wstępie, lubo też będzie rozważał możliwość przyjęcia odmiennego stanowiska. I to będzie synteza.
Jednak aby taki przewód myślowy przeprowadzić, potrzeba z pewnością czasu, cierpliwości i dobrej woli. Poza tym warto byłoby wyeliminować tło, które w człowieku się szamoce (złe emocje, skrajny subiektywizm, krytykanctwo, podżeganie przez innych)


I wtedy możemy do białego rana wymieniać poglądy, pisać post, za postem na pożytek nasz i potomnych :)
 

zaloguj się by móc komentować

szarakomorka @A-Tem
18 maja 2018 12:13

Motto: "Spiewać każdy może".

Po zgłębieniu Pańskich "przemyśleń"  uprawnione są tezy:

1. "Nie wszystko co się komu w głowie kłębi można nazwać myśleniem"

2. "Posiadanie umiejętności pisania nie znaczy, że pisze się z sensem"

(stare ale jare).

Sprowadzanie wszystkiego do absurdu  - jedna z metod trollingu. 

Najciekawsze z całego Pańskiego wywodu jest to, do której grupy się Pan zaliczy: 

(to Pańskie)

"1. Chętka zdobycia reputacji, sławy,

2. Chęć wyróżnienia się, dominowania nad innymi,

3. Żądza odznaczeń, posad, nagród i pieniężnych rekompensat."

Pańskie wywody obala przykład :

Ma Pan skrzyneczkę z wejściem i wyjściem, i nikogo używajacego skrzyneczki nie obchodzi co jest w środku (poza jej konstruktorem). Ważne , że wkłada Pan 2 zł  i na wyjściu, czy Pan siedzi w środku  czy nie, dostaje Pan loda.

"Powodzenia w dalszych rozważaniach!" (dobrze , że nie wydaje Pan drukiem - lasy byłyby zagrożone nie tylko przez kornika)

 

 

zaloguj się by móc komentować

Cierpliwa2 @A-Tem
18 maja 2018 12:35

Pytanie do kogoś, kto to wie. (gdyż nie wiem)

Dlaczego filmik który ukazał się niedawno, pokazujący, jak P. LK wchodzi na Okęciu do Tupolewa w dniu  10.04.2010, nie jest ciągły, tylko jako seria zdjęć? (Z pewnością znany zainteresowanym).

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Szestow 18 maja 2018 00:52
18 maja 2018 18:25

W kontraście do Św. Augustyna - rzeczywistość współczesna, z jaką mamy do czynienia. Opisuje ją bloger WAWEL, z którego ostatniej notki zaczerpnąłem niniejszy fragment. Podkreślenia moje (A-Tem), cytat minimalnie zmieniony.

WAWEL dicit:

"...W Ameryce psychoanaliza jest religią ateistycznych Żydów.

Zaś żywot psychoanalizy w Europie można nazwać żywotem ukrytym. Idziemy np. do psychologa, lub posyłamy dziecko do psychologa szkolnego i nie wiemy, jakiej jest on orientacji, na drzwiach gabinetu nie ma on tego wypisane. A prawda jest taka, że może nie psychoanaliza sensu stricto, ale przeróżne jej pochodne, odłamy i metamorfozy, skryte często pod niby neutralnymi nazwami (takimi, jak: psychologia rozwoju, potencjału, humanistyczna, wegetoterapia, bioenergetyka etc.), za swój fundament mają światopogląd freudowski – redukcjonistyczny. 

Światopogląd freudowski odwraca porządek ludzkiej psyche o 180 stopni, za prymarne uznając stany świadomości niekontrolowane, popędowe, a stany wyższe deprecjonując do miana represji, ucisku i dążeń... (uwaga!) totalitarnych..."

(koniec cytatu)

Mój komentarz: sprawdzamy sami, do której grupy należymy. Gdyby obserwacja wykazała dziwną afiliację do popędów, a negowała spokojne rozumowanie, możemy zacząć przypuszczać, że z duszą (osobowością) jest nie tak, jak to przedstawia Św. Augustyn. U psychologa-freudysty taki popędowiec (uczuciowiec) pomocy nie znajdzie.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Cierpliwa2 18 maja 2018 12:35
18 maja 2018 18:45

Sądzę, że LK nie wchodził ani 9-go, ani 10-go IV do żadnego samolotu. Cały pokazany pseudofilm to jest pic i fotomontaż.

Nie potrafili zmontować "prawdziwie fałszywego filmu", to wrzucili kilka zmontowanych "zdjęć". Wszystkie z fotoszopa.

LK nikt nie widział już 8 kwietnia. Zachodzi więc uzasadnione podejrzenie, że LK jako pierwszy zniknął z Wa-wy. 7-go wieczór, 8-go rano, lub około tego i bez świadków, którzy cokolwiek nam powiedzą. Akcja ruszyła na dwa dni przed pierwszą telewizyjną zajawką, że niby coś "się stało". A my?

Widzieliśmy już tylko końcówkę, odpaloną wtedy, gdy reżyser był już pewien, że można. Tzn. 10-go nie było już nikogo z tych odwołanych — ani w Polsce, ani w Rosji. Osiągnięto PNR (Point of No Return) i odpalono media, przykrywające już dokonaną, już zakończoną akcję. Kto patrzy na 10 IV, ten nie zobaczy najmniejszego szczegółu. Te już leżały w przeszłości.

Wracając do kwestii dni poprzedzających.

Podobno odbyła się „nagła wizyta w Wilnie”. Drobny problem? Wszystkie zdjęcia LK i pani Grzybowskiej (Grybauskaite) są jak jedno zmontowane. Kto ma znajomych znających się na obróbce obrazu, ten to od razu potwierdzi u źródła. Sfałszowano bez wyjątku wszystkie oficjalne zdjęcia? Aha. To znaczy, że tej „wizyty” wcale nie było. 

(...)

Proszę mi więc nie wierzyć tutaj na słowo, ale sprawdzać to, co piszę, samodzielnie. Kto sam sprawdzi, bedzie pewien swego zdania.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @szarakomorka 18 maja 2018 12:13
18 maja 2018 18:49

Ostatni wpis tego typu. Puszczanie pawi, konfabulowanie, trolling i szydera (która i tak nie wychodzi w druku) nie jest akceptowanym sposobem spędzania czasu tutaj. Hit the bricks, man.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @roxanna 18 maja 2018 11:15
18 maja 2018 18:53

Tak. Dzięki za kom i za wykwintne poczucie humoru :-))))

Perełka. 

zaloguj się by móc komentować

Ana @A-Tem 18 maja 2018 18:53
18 maja 2018 19:56

Czytam,nie komentuje.zmusiłeś mnie do zalogowania...A-temie to jeden z ważniejszych tekstów o10.04-jego ..badaniu''Dziękuje-gorzka uczta poznawcza Dziękuje!

 

zaloguj się by móc komentować

qwerty @A-Tem 18 maja 2018 18:45
18 maja 2018 21:08

a czy zdarzyło Ci sie rozmawiać dzień wcześniej z kimś kto wsiadł do tego samolotu? wiesz jak wygladała dystrybucja miejsc w samolocie? ilu pasażerów zostało zaproszonych w ostatnich dwóch dniach? aby o czymś rozważać należy mieć wiedzę, przynajmniej elemntarną, to juz nawet nie jest śmieszne lecz żałosne w swych mądrosciach i o psychoanalizie , i o żydach, i o ...

zaloguj się by móc komentować

tadman @A-Tem
18 maja 2018 22:28

Jeden taki twierdził, że w piątek rozmawiał ze Sławomirem Skrzypkiem w jego biurze tuż przed 22:00 i nie był ostatnim petentem.

zaloguj się by móc komentować

Rozalia @A-Tem
19 maja 2018 00:28

W dziewiątym roku po zdarzeniu i na drugi dzień od ukazania się notki, pozwolę sobie już pominąć  sprawę fizyków, wybuchających parówek, puszek, wykresów,  emocjonujących filmów paradokumentatnych i animowanych, przejdę od razu do wniosków. 

Cokolwiek się stało,  było w każdym detalu misternie przygotowane. Nawet szarpiący serce,  piękny utwór muzyczny z filmu "Różyczka", mającego premierę 12.03.2010, był gotowy.  Ta melodia działa wręcz hipnotycznie. Każdego kto przeżywał emocjonalnie wydarzenia z 10.04.2010, dźwięk tej melodii natychmiast wprowadza w odpowiedni nastrój. Ktoś z nieprzyjaciół, w radiu TOK FM, zmęczony częstotliwością powtórek,  zauważył wrednie, ale  skądinąd słusznie, że "przy tym nawet krowa płacze". Samolot oczywiście machał skrzydłami do tej muzyki.

Ale a'pros samolotu,  informacja z 1 maja 2018 roku. 

http://telegraf24.pl/4089-smierc-tworcy-firmy-atm-dlaczego-przestal-dzialac-silnik-awionetki

Ilu ludzi zamieszanych w tę sprawę zginęło lub zaginęło od tamtego czasu? A ilu jeszcze zginie lub żyje tylko dlatego, że milczy. Swoją drogą, był dłuuugi weekend, normalka, ale czy takie szychy naprawdę latają w pojedynkę?

***

Od tamtej pory mamy:

- utrwalony podział w społeczeństwie,

- kompromitację wszystkich mediów, nawet katolickich, 

- ofiary śmiertelne wśród duchownych, naukowców, polityków i wojskowych. 

- zamęt w głowach, 

- obce wojska na naszym terytorium, 

- obowiązkowe szczepionki, 

- kilka milionów Polaków na emigracji, 

- nieznaną ilość, podobno 3 miliony, Ukraińców w Polsce i zaproszenie od Morawieckiego dla kolejnych 4 milionów.

- nieznaną ilość muzułmanów i kolejne jawne i tajne meczety,

- embargo na żywność do Rosji,

- embargo na mięso na Ukrainę, 

- wznieconą przez Izrael przeciwko Polsce wojnę propagandową i ekonomiczną,

- podpisaną  przez Donalda Trumpa 10 maja 2018 r, Ustawę 447, która wraz ze światową nagonką na Polskę, w zasadzie otwiera drogę do oficjalnej okupacji.

- zatrzymaną wczoraj przez ABW Rosjankę, która wraz z grupą innych agentów, organizowała "działania hybrydowe" wzniecające negatywne nastroje przeciwko Ukrainie. Od tej chwili wszystko będzie można uznać za "działania hybrydowe", każdą krytykę i próbę oporu,

- realizowane właśnie plany wzniecenia kolejnej wojny na wchodzie Ukrainy, teraz już z  oficjalnym udziałem jednostek wojska polskiego. 

- mamy  stolicę w Jerozolimie! - tak tryumfalnie oznajmiła Gazeta Wyborcza.

Nie zapominajmy że mamy też PADa, który 10.04.2010 oddał klucze do kancelarii Prezydenta LK, ale za to zawsze potrafi pięknie zachować,  hostię złapie, w imieniu Polaków przeprosi Żydów za marzec '68, przedstawi pięknie nasze sprawy na forum ONZ. 

W ogóle jest świetnie,  chociaż nie beznadziejnie.

Trochę skróciłam i spłyciłam, ale po co wydłużać listę w nieskończoność,  każdy wie co go najbardziej boli, czego się obawia i co go denerwuje. Mnie denerwują obchody 100-lecia niepodległości.  Czyjej niepodległości, chciałoby się spytać. 

A fizycy cóż, miotają się i męczą,  albo są zadaniowani, albo... już nie żyją. 

 

-

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @tadman 18 maja 2018 22:28
19 maja 2018 09:06

Nie wiem o tym. Jesteśmy zależni od naszych źródeł. Moje są wiarogodne - inaczej tu słabo czytany ‚Toyah’, mający 500-700 odsłon, nie miałby nagle 5000 czy 6000, czy ile on nabił, gdy po pół roku całkowitej (!) nieobecności wstawił mój nick do tytułu swojej noteczki. Najbardziej poważni Czytelnicy CHCĄ SIĘ DOWIEDZIEĆ. Przynajmniej czegoś.

To jedno już mi powiedziało wszystko, co chciałem wiedzieć.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @qwerty 18 maja 2018 21:08
19 maja 2018 09:23

Nie czytasz ze zrozumieniem. Wstyd.

 

Dla zainteresowanych: „o psychoanalizie” napisał bloger WAWEL. Idź do niego z pretensjami. Nasz Qwerty ma obsesję żydowską? Bo ja o tym nic nie piszę. Na dodatek, Frankfurt nad Menem to specyficzne skupisko, gdzie na żydów wchodzę co krok. Otrzymałem tak konkretną pomoc, tyle dobrych, pomocnych dla obu stron dyskusji (i związanyc z nimi prac, obecnie nowomownie nazywanych „projektami” prowadziłem, nauczyłem się od nich, a oni ode mnie) że możesz się wypchać i nafaszerować.

 

Najważniejszy żyd, który mi gratulował, to Steven Anthony Ballmer (of Microsoft). Drobniejszych przemysłowców czy bankowców nie wymieniam. Nigdy żadnych problemów zawodowych, prywatnych czy jakichkolwiek innych z nimi.

 

Sam widzisz. Trzepnąłeś, jak łysy grzywką. Nie chcę tu tak dennych, przekręconych, „sprytnie przypuszczających” słów komentarza, jak Twoje. Albo przeczytasz DOKŁADNIE, co piszę, albo wylecisz. Nie mam czasu na „przypuszczających, że”. Tylko konkret i tylko dorzecznie. Pozostałych pożegnam.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @A-Tem
19 maja 2018 10:00

The disingenuous troll „szczodry - och, ach!” was duly frogmarched out of the premises. 

zaloguj się by móc komentować

Cierpliwa2 @Rozalia 19 maja 2018 00:28
19 maja 2018 10:37

Pani jest świenie zorientowania w wydarzeniach politycznych, ładnie Pani pisze, może by tak napisać do Prezydenta A. D.  z zapytaniem, jak to jest za tą niepodległością... to  jest naprawdę zastanawiające, obchody czegoś, co nie zupełnie jest  faktem.

( sorry A-tem, to nie temat notki)

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Ana 18 maja 2018 19:56
19 maja 2018 11:06

Dzięki piękne.

(...)

W notce jest jedno zdanie o Przywarze (FYM). Wykonał on niezwykłą pracę zebrania tego, co media głównego ścieku nakłamały. Szkoda tego czasu, bo sprowadza się Jego praca zaledwie do jednego zdania: «Polakom pokazano inscenizację rekwizytów niby ‚katastroficznych’ w Smoleńsku-Północne, a po tym pierwszym ciosie propagandy, nieustanny omłot „głosów z całego świata” dopełnił ogłupienia wielu, prywatnie nierzadko wspaniałych, ludzi».

Zamiast więc długo deliberować, wystarczy wypowiedzieć to jedno powyższe zdanie, podsumowujące ostatnie osiem lat.

Kto jednak ma czas, kto chce poczytać substancjalne, bliskie kryminalistycznym ekspertyzom, uzasadnienia — ten może pójść za następującymi linkami i przejrzeć ogrom materiału, kilkaset stron tekstu i diagramów, zebrany przez pilne ręce, starannie i drobiazgowo nakreślony, tutaj:

 

https://www.sendspace.com/file/rxb939   -->>  cz.1,   8MB
https://www.sendspace.com/file/adv9xn   -->>  cz.2,  33MB
https://www.sendspace.com/file/ijny4t   -->>  cz.3,  37MB
Te linki (pliki) są spakowane, więc aby je rozpakować, wpierw trzeba mieć „rozpakowywacz RAR”, czyli program EasyUnRAR (na Androida) lub https://www.winrar.pl/winrar/pobierz (na Windowsa).

 

Jak mówię, nie polecam tego—tylko dlatego, bo to jest masa materiału, w sam raz na cztery tygodnie deszczowego urlopu, albo dla emeryta, który akurat zmienia hobby. Przejrzałem dwa z dziewięciu plików. Sprowadzają się one do jednego zdania, jak wyżej. Tak, w tych plikach zawarte jest niejedno — mocne —uzasadnienie. Być może więc ten, który dodatkowego uzasadnienia potrzebuje, tam je znajdzie.

 

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Danae 19 maja 2018 10:54
19 maja 2018 11:20

Oczywiście! Zgadzam się z miłą chęcią. Jednocześnie proszę o archiwizowanie tej notki, z komentarzami, bo dostałem właśnie sygnał, że tu „długie ręce” działają. 

Firefox ma w menu punkt "zapisz tę stronę w formacie PDF”. 

To wystarczy. Żadni nawiedzeni cenzorzy nie będą tu szaleć, ponad głowami i wbrew woli (i wbrew pracy) Czytelników.

 

Dziękuję za substancjalny komentarz. Wieczorem wstawię listę zaniechań i jawnie antypolskich działań obecnego reżymu, aby poprzeć pomysł naszej pani Danae.

NB. Prawie wszystkie z nich oparte są na podmianie zdarzeń na nieistotne dane, żywności na trociny — pasują więc do tematu tej notki. Dziękuję!

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @A-Tem
19 maja 2018 11:58

Pożegnaliśmy się z trollem Qwerty. Nic nie wnosił, a frustrować do woli może taki się u siebie  —  oburącz.

zaloguj się by móc komentować

slepamanka @A-Tem 17 maja 2018 18:00
19 maja 2018 13:57

Witam 

Dopiero teraz przed pójściem do pracy znalazłam chwilę czasu, by przeczytać Twoją notkę. Jak wcześniej nadmieniałam w sprawie Smoleńska, to dalej nie wiem, czy ktokolwiek zdecydował się na analizę porownawczą próbek ziemii z miejsca "katastrofy", z próbkami ziemi pozostawionej na odzieży ofiar, które to znajdują się w muzeum kasztoru na Jasnej Górze. Na pewno wykluczyło by to spekulacje czy ta domniemana katastrofa czy domniemany zamach miały miejsce na podsmoleńskim lotnisku, czy też w innym miejscu.

Moja notka nie znalazła żadnego odzewu w świecie blogosfery, jak również w realnym. Dowodzi to tylko że wszystkim stronom nigdy nie zależało na jakimkolwiek wyjaśnieniu, tylko na budowaniu własnych karier. 

Dla Toyaha, Parasolnikowa i Coryllusa jesteśmy tymi samymi bytami rzeczywistymi, co mnie osobiście utwierdził Coryllus, pisząc chamską i bez żadnego sensu notkę nazywając moje tłumaczenie skandalem. 

Serdecznie pozdrawiam

 

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @slepamanka 19 maja 2018 13:57
19 maja 2018 15:12

Dzięki za komentarz. Piszesz: „...czy ktokolwiek zdecydował się na analizę porownawczą próbek ziemii z miejsca "katastrofy", z próbkami ziemi pozostawionej na odzieży ofiar, które to znajdują się w muzeum kasztoru na Jasnej Górze. Na pewno wykluczyło by to spekulacje czy ta domniemana katastrofa czy domniemany zamach miały miejsce...”

Myślę, że reżymowi nie zdecydują się na to nigdy. Taka analiza pokazałaby natychmiast, że cały huk multimedialny wokoło wymyślonej „katastrofy” jest wyłącznie nędzną hucpą.

 

To, czego się obawiam, to prawdopodobne zamordowanie wielu dzielnych ludzi, którym nie powiedziano wcześniej, bo zignorowano ich, a oni się sami nie domyślili, że wydarzenia wokoło 7-10 IV 2010 to dograna między tymi wywożonymi i tymi wywożącymi komedia. Gdy żołnierz BOR, czy patriota ochroniarz widział odwoływanie dowódców, to mógł był, kierowany najlepszymi  pobudkami, zacząć strzelać.

Los takiego człowieka w pierwszym ułamku sekundy byłby przesądząny, bo wykonawcy nie daliby sobie przeszkodzić. To i tylko to jest prawdziwą tragedią. Los niezorientowanych, którzy szczerze chcieli bronić ich szefów. Los prof. Eugeniusza Wróbla, który chciał szczerze powiedzieć, że żadnej katastrofy nie było — a który (być może za to) został natychmiast zamordowany.

 

Odwoływani agenci, którzy nie powiadomili swoich uczciwych, patriotycznie nastawionych podwładnych, zawsze (o ile się tym podwładnym zderzenie z wykonawcami przydarzyło) będą mieli ich krew na swoich łapskach. Gen. Czaban mógł był przekazać nam jak najrealniejsze życzenie, gdy mówił o tym, że chce, domaga się tego „by krew zamordowanych wypłynęła i wskazała miejsce zbrodni”. Odwołano go, prędko.

Niestety, nie możemy wykluczyć tego, że ktoś postawił się usuwaczom Skrzypka, czy generalicji, a przy tym został przez usuwaczy zlikwidowany. Nie zakładam, że każdy odwołany sam, dobrowolnie poszedł. Nie wiem tego. Część z nich mogła się nie zgadzać, bronić. Patrz:

http://www.bibula.com/?p=27557

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Danae 19 maja 2018 13:29
19 maja 2018 15:32

Cieszę się, że lapek działa! To już tyle lat, popatrz. Jeśli się przydawał i nadal przydaje, to chyba dobrze poradziłem. To bardze miłe, takie potwierdzenie.

Będę tu, niezależnie od niezbyt sympatycznej atmosfery, (podobno znów C. się rzuca - ale odwagi, by napisać wprost, zadzwonić, choć ma wszystkie numery i adresy, mu brak) nam nadal odpowiadał na pytania i uzupełniał, co uznasz za ciekawe; co pozostali Czytelnicy uznają za wartościowe. Tu już tylko dla znanych dawniej jestem, bo szefostwo się hamartią popisało.

Może jeszcze jedną notkę opublikuję. Niemniej porobiło się tu paskudnie. Nienawidzę konfabulatorów i ich pomagierów. Oni się teraz skręcają, bo Twój kom, to jeszcze jeden dowód, że od zawsze można było bezproblemowo się ze mną połączyć, w dowolnej sprawie. Toyah będzie usuwał to, co nazmyślał.

O mnie tylko wprost i tylko prawdziwie. Jeśli w ogóle, bo nie jestem żadną osobą publiczną. Pozdrawiam Cię!

zaloguj się by móc komentować

Gwincinski @A-Tem
19 maja 2018 17:10

podbijam

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Rozalia 19 maja 2018 00:28
19 maja 2018 17:26

Wspaniały kom. Dziękuję.

 

Chciałem poczytać wpierw o konstruktorze skrzynki ATM. Nie podoba mi się ta historia, bardzo. Leciał wieczorem dnia 1 maja samolotem czeskim, o słabej widoczności z kabiny, „płaskim jak naleśnik” a agresywnie reklamowanym jako "superszybki ultralekki hiperbezpieczny”. Coś z tego musi być kłamstwem, bo tych trzech własności nie da się osiągnąć jednocześnie

Ten samolotek niby ma +15G wytrzymałości. To jest tak drastyczne kłamstwo, że aż śmieszne. 

Do tego napęd to był szybkoobrotowy motorek, rozpadający się przy dowolnym poważniejszym uszkodzeniu. Amerykańskie wolnobieżne ‚lycosaurus’ czy ‚i don't give a continental' terkoczą dalej wesoło, nawet pozbawione... cylindra, który odpadł, lecą z zerwanym korbowodem, czy z ukręconym w połowie wałem (autentyczne zdarzenia). Szybkobieżny μ-pojemnościowy austriacki motor eksploduje (w takich warunkach).

6000rpm z 1,3l to jest kretyństwo. Jeszcze reduktor taki ma (skrzynkę biegów) który też może się rozsypać. Nie, dziękuję.

W życiu bym takiego samolotu, ani takiego silnika, nawet za darmo nie wziął. Wyłącznie sprawdzone, klasyczne samoloty i silniki mi się podobają. Na te nowe plastikowe nawet popatrzeć nie chcę.

Uwaga.

Mimo wszystko, nawet zatarcie silnika przy starcie, NIE sprawia że samolot się roztrzaska. Tam było coś więcej. Przy poważnym uszkodzeniu silnika ląduję samolotem jak szybowcem. Trzeba wtedy szybko działać, ale wciąż leci się jeszcze bezpiecznie. Lądowanie musi być błyskawiczne, terenu nie da się idealnie wybrać, ale zazwyczaj da się wylądować NIE ZABIJAJĄC SIĘ. Tak że mi się to, co jest w sieci, bardzo nie podoba. Tam było coś jeszcze, czego w opisach nie ma. 

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Gwincinski 19 maja 2018 17:10
19 maja 2018 20:47

Witaj! Dobrze Cię widzieć.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @roxan 19 maja 2018 19:10
19 maja 2018 21:03

Spokojnie. Jak zdawałem na szkolenie lotnicze, to było tysiąc kadydatów. Na jedno miejsce. Zdałem z pierwszą lokatą. Więc rozumiesz, że byle co mnie nie ruszy. Ani byle kto. Polecam jak najwięcej spokoju, równowagę, planowe działanie, przeczytanie własnego komentarza przed wysłaniem go... też. Parę literówek jest w Twoim. Nie, żebym się przejmował :-)

Spokojnie pokaż każdemu, że potrafisz pisać lepiej, niż tuzy i jak im tam - rzucające przekleństwami toyahy. Czy inne zamtuzy.

Jeśli wola, spojrzyj na kolejny komentarz. Rozwiązuję w nim pytanie, zadane (nie wprost, ale zadane) przez naszą Rozalię.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Rozalia 19 maja 2018 00:28
19 maja 2018 21:12

Chyba mam wytłumaczenie historii, o której napisałaś powyżej. Rozalio, skłaniasz mnie do myślenia. To jest oczywiście moja opinia, do której doszedłem na podstawie otwartych, ogólnie dostępnych źródeł, po kolei. Przedstawię tu całe rozumowanie. Proszę o sprawdzenie.

co wiemy?
Samolot VL3 był wyposażony w szybko działający spadochron, błyskiem rozwijany - to nie przesada, to fakt - na którym cały samolot z dowolnej wysokości mógł  był łagodnie spłynąć na ziemię. A nawet nad ziemią zahamować, wytracić prędkość do ok. 20 km/h. To jest prędkość rowerzysty. Generalnie niegroźna dla człowieka, przypiętego pasami w solidnej kabinie samolotu.

oto ten system:
GRS Galaxy Rescue System, spadochronowy system wyciągany z zasobnika i rozwijany rakietą. Działa na każdej wysokości. Natychmiast wyhamowuje prędkość postępową, natychmiast przerywa (zatrzymuje) korkociąg i sprowadza samolot w kontrolowany sposób, z niewielką prędkością opadania, na ziemię. W dowolnej chwili aktywowany. Jednym ruchem ręki.
http://www.aeroshop.eu/en/manufacturer/galaxy

producent:
https://www.galaxysky.cz/home-s87-en

spadochron GRS był na pokładzie:
VL3 miał ten system, wbudowany seryjnie. Opowiadanie, że „pilot go nie użył, bo…” jest równie sensowne, jak gadanie, że „kierowca ruszył w podróż, nie potrafiąc znaleźć hamulca ręcznego”. Sorry, ale są granice niemożliwego.

dodatkowo:
Sam samolot VL3 został zaprojektowany i był produkowany przez Aveko Brno, ale produkcję przerzucono do JMB Chocen. Prospekt maszyny jest bombastyczny  a do tego niefachowo napisany. Dwie fabryki, trzy (!) nazwy (sprint - evolution - gobosh), lipny opis techniczny. Sorry, ale tu też coś nie gra. Potrójnie.

co myślę?
Ten samolot wygląda mi na złom, który został podrasowany, podmalowany i podpicowany, a następnie jest wpychany na siłę frajerom przez belgijską lewą firmę. Kupili nie nadający się do latania (w sensie: słaby, nie performantny) czeski samolot i nakryli agresywnym marketingiem wyjątkowo nędzne parametry tej zabawki dla dużych, rozkapryszonych chłopców. Dla strachliwych klientód dodali ów sryjnie wbudowywany spadochron galaxy-GRS.
    Cytuję swobodnie: The brothers - Jean-Marie and Jean-Baptiste Guisset  - own a private Belgian airfield with a flight school, maintenance and VL-3 repair facilities. The airfield in Amougies was created as a private airfield in 1968 and taken over by the brother's Guisset in 1980. In February 2012, the Guissets took over the production of VL-3 in the Czechia and created the JMB Aircraft company. Today the group has 60 employees in the Czechia and 5 in Belgium.

aha!
Mamy wytłumaczenie, dlaczego nie znałem tej konstrukcji. Od 2000 roku, przez 18 lat, sprzedano ledwie 200 maszyn, 11 rocznie. Sorry, ale to nie jest poważne przedsięwzięcie. To jest seria plajt, to jest brak porządnego produktu.

najgorsze...
Odrzuca mnie, że skrzydła są demontowalne - a w nich są zbiorniki paliwa. Każdy demontaż, to rozłączanie instalacji paliwowej i elektrycznej. To jest obłęd. Nawet usterzenie w tym samolocie „można sobie odkręcić”. Ta konstrukcja przeznaczona jest do składowania, a nie do latania. To jest lewizna.

marketing:
JMB Aviation, the official dealer of VL-3 Evolution for France and Belgium, is based at the private Amougies airfield (EBAM) in Belgium.
link:
http://www.jmbaircraft.com/aircraft

jeśli tutaj któryś z nas, gdy —
Czytelnik jest pilotem, to podam tutaj tylko jeden parametr: max wznoszenie VL3 w wersji z najmocniejszym dostępnym silnikiem to jest 6m/s. Można się śmiać. Bo ja więcej, niż to, wykręcałem na... szybowcu. Który nie ma silnika. A to ma być cud-miód-samolot. Ha ha. W życiu. Kpina! To podpicowany złom. Dodam denną widoczność z kabiny, oraz składane podwozie, podbijające trzykrotnie stawkę ubezpieczeniową.
    To jest najgorszy możliwy samolot z tych obecnie pchanych w rynek. Gdybym taki musiał ubezpieczać, to bym go po cichu - albo głośno - skasował. Nie latałbym takim. Za Chiny Ludowe.

na koniec:
„JMB Aircraft is searching for new dealers”. Jasne. Bo nikt tego nie chce. To jest niesprzedawalny szmelc. Kto z branży, może się pośmiać tutaj, linkuję:
https://www.avbuyer.com/articles/ga-buyer-europe/the-vl-3-and-jmb-63648

Ostateczny wniosek?
Nie wygląda mi to na żaden wypadek. Prędzej na pozbycie się szmelcu i jak najbardziej ukartowane zniknięcie człowieka. Jeszcze ta „kremacja ciała”, jak wygodnie. Nikt już stwierdzić nie może, co jest w urnie, ani kogo chowano. Albo nikogo chowano, a specjalista dostał nową szansę daleko stąd. Takich ludzi się w żadnym wypadku nie traci. To nie był zwykły, niedzielny pilot. To był dobry specjalista, super wykształcony. Cały ten „wypadek” jest nieprawdopodobny.

Kto potwierdził zgon, lekarz? Rodzina? Nie - firma. I to jeszcze, jak pisze dziennikarz, ‚bardzo szybko’. Oto cytat: «Informację o katastrofie bardzo szybko potwierdzono na stronie internetowej ATM S.A., gdzie opublikowano komunikat: „Z wielką przykrością informujemy o nagłej i tragicznej śmierci Tadeusza Czichona [który] zginął w katastrofie samolotu niedaleko lądowiska Kołbiel-Skorupy, pod Warszawą”». Witamy firmę ATM w gronie upoważnionych do stwierdzania zgonu.

Co jeszcze? — Nie potrafią napisać nazwisko. Raz Czichoń, raz Czichon. Jak wygodnie. Obydwa nazwiska są oficjalne. Albo jedno z nich... które? Albo żadne z nich.

Niezależnie od faktycznego przebiegu wydarzeń pod Skorupami, niedobrze się dzieje w Polsce. Obydwa warianty tej historii nie są budujące. Czy Cichoń zginął, czy też zaplanowaną dla niego przeprowadzkę przyjął (propozycja nie do odrzucenia) to nie świadczy o utrzymaniu porządku w lotnictwie, ani też o mocnej pozycji Polski.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @roxan 19 maja 2018 18:27
19 maja 2018 21:22

Nie przejmuj się. Pan T. potrafi biegle pisać, zasadniczo bez błędów, ale to już by było na tyle. Kiedyś mi się to podobało.

Nie będę miał żadnych pretensji więcej do niego, gdy tylko zniknie swoje mierne konfabulanctwo, a jakiego języka używa ów pan, i jak on ludzi traktuje (atakuje), to widzimy tu wszyscy.

Nazwy Forum bym nie przekręcał. Raz można, w wyjątkowym komentarzu, ale napawać się tym określeniem — raczej nie.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @A-Tem
20 maja 2018 11:38

K.O. - wylatujesz za trolling. Obsesje prywatne odnośnie Pantryjoty, oraz dalsze dęte rozprawki "kto kim jest a kto pod pięcioma nickami pisze" będziesz leczył u siebie - nie tutaj, publicznie.

G.O. wylatuje za trolling. Wystawianie lekką rąsią zdalnych psychiatrycznych diagnoz Krzysztofowi Osiejukowi będzie uprawiał u siebie, ale nie tutaj. 

Kogoś jeszcze swędzi, by potrollować sobie? Niech taki wie, że żadnych fiubździastych odzywek tutaj nie będę tolerował.

zaloguj się by móc komentować

bendix @A-Tem
23 maja 2018 00:53

Przeczytaj PW

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @bendix 23 maja 2018 00:53
27 maja 2018 10:47

Dzięki, zajrzę. Teraz jednak jest czas, jak zawsze po tygodniu, na podsumowanie. Zrobię to w punktach.

1.

The Atlantic zamieścił artukuł o naszych nowych czasach z taką oto konstatacją: „Human cognition loses its personal character. Individuals turn into data, and data become regnant.” Co się wykłada, że „dane rządzą nawet nami samymi, bo i my staliśmy się już (tak dla innych, jak i dla nas samych) zbiorem danych. Do tego, ludzkie poznanie zatraciło osobisty charakter, dawniej widoczny i oczywisty. Nie uczymy się już od mistrzów, od nauczycieli, lecz ‚od wujka gugla’ oraz ‚od cioci wiki’”.

https://www.theatlantic.com/magazine/archive/2018/06/henry-kissinger-ai-could-mean-the-end-of-human-history/559124/

Oraz

„Users of the internet emphasize retrieving and manipulating information over contextualizing or conceptualizing its meaning. They rarely interrogate history or philosophy; as a rule, they demand information relevant to their immediate practical needs. 

Używacze netu naciskają na wyciąganie i manipulowanie informacjami […] jakich w danej chwili z jakiegoś powodu potrzebują.

Tak jest.

Wcale nie trzeba Kissingera, by to zauważył. Wystarczy gravitas, jaką ma moja codzienna obserwacja. Po minucie moi rozmówcy niejednokrotnie wyszarpują smartfony i zaczynają wklepywać pierwsze hasła w wyszukiwarkę. Co tu robić — mówić dalej...?

Suma:

Nie tylko świat dookoła, w oczach fizyka, staje się zbiorem danych. My sami, we własnych oczach, tacy się stajemy, staliśmy. Już nie ma ‚nauczyciela i ucznia’. Już nie ma doświadczenia. Zastąpiły je, w myśleniu każdego (nie tylko fizyka!) nazbierane przez ‚kogoś’ dane.

 

2.

Wierzący Sceptyk, znany niektórym a ogromnie ciepły Człowiek, obruszył się, że zaświeciłem w oczy fizykom ich przestępstwem zawodowym, popełnianym przez nich samych: brania zdarzeń za dane, a danych za zdarzenia. Fizycy wyeliminowali już w zasadzie wszelkie wydarzenia, one dla nich „nie istnieją”.

Planeta Ziemia? Nie istnieje! — Planeta Mars? Ona też „wymaga dekoherencji”! Co to są te dekoherencje i kto tak mówi? Jeden z rzekomo największych fizyków wszechczasów, Gel-Mann. Typ jest w wiki, kto chce, ten tam tego bredzisława znajdzie.

Dekoherencja to „punktowe prawdopodobieństwo”. Dalej w to wchodzić nie będziemy, bo to jest bujda. Stek bredni, jak zresztą cała fizyka XX wieku, od Bohra poczynając.

Bohr zagwoździł, zaszpuntował fizykę kompletnymi bredniami. To ostatni wymieniany w podręczniku dla szkół średnich fizyk, którego uczniowie muszą się uczyć. Późniejsi są już opisywani mętnie i zdawkowo, a żadna wiedza na ich temat nie jest na maturze wymagana. Bohr zabił fizykę. Jego Kopenhaska Interpretacja (zwróćmy uwagę na ostatnie słowo) to niefizyczna, zmyślona doktryna, którą ustanowiono, bo „czegoś się trzeba trzymać”. To śmieciowa, ignorancka, to zmajstrowana bujda. Olbrzymie gremia i instytuty pilnują dziś, na całym świecie, czystości doktryny i dobrobytu materialnego doktrynerów - wręczając sobie nawzajem nagrody i stanowiska. Ohyda!

 

3.

Wierzący poruszył temat diody tunelowej. Sprawdziłem to: za nakłamanie o rzekomym ‚tunelowaniu’ czegoś-tam dwóch kanciarzy dostało Nobla — bodaj w 1973 roku. Pięknie.

Utrwalacze czystości doktryny przyjęli do swego grona kolejnych dwóch doktrynerów. Byle tamci się ukorzą. Byle zmajstrują pasującą jakoś do rządzącej doktryny dobudówkę, zmajstrowaną z puszek po piwie i z blachy falistej, „na okoliczność ten-panie-tego, no, diody tunelowej".

Dlaczego?

Bo ta już była i działała. Technicy ją zmajstrowali, nadmiernie donorując półprzewodnik. Tu potrzebny na gwałt był kawałek teorii. Jakiejkolwiek teorii, dowolnie naciąganej. Dowolnie nie fizycznej. Bo aj-waj, bo świat się wali, bo ktoś jeszcze zobaczy jakim to zbiorem ciągnących kasę oszustów stała się fizyka współczesna.

Mam wyjaśnić, jak działa dioda? A zwłaszcza ta nadmiernie donorowana, czyli tunelowa - i gdzie mam to wyjaśniać, tutaj?

Kto to zrozumie. Jeden Wierzący Sceptyk, bo ma wykształcenie, choć Go potwornie zaindoktrynowano w szkole. Doktrynami kanciarzy - rzekomo „fizykalnymi”. Hehe. Nigdy w życiu z fizyką nauczany obecnie konwolut bredni nie ma wspólnego, już nic. Fizyka skończyła się w pierwszych latach XX wieku. Dalej jest doktrynerstwo i nawarstwiane kanciarstwo. Jak fawela, powstająca „znikąd”, jak slumsy Soweto, powstające „nieoczekiwanie dla nikogo”.

Tak wygląda współczesna fizyka. Jak slum z blachy falistej i s pustaków. Zwłaszcza to ostatnie.

Czy może wyglądać inaczej? Pewnie tak. Tylko doktrynerów wpierw trzeba usunąć. Tych, oraz ich pomagierów w rodzaju Wierzącego Sceptyka, który dał się okantować jak dziecko, jak student fizyki, elektroniki, elektrotechniki...

Stop!

Wierzący może sam dojść do tego, jak działa dioda. Podam tutaj link do uniwersytetu jerozolimskiego, gdzie ostatnio powstała praca pana Gutmana, czy Guzmana. Nie mam pamięci do nazwisk — za to głowę nie tylko do fizyki, a i owszem.

Czytaj więc!

Drogi Sceptyku, drogi Czytelniku — to jest więcej, niż na tydzień czytania. Przejść przez cały artykuł, przez jego linki (zawsze to czytamy, co linkują mądrzy ludzie, a zwłaszcza ów Joshua Guzman. To będą trzy miesiące lektury. Nie mniej.

Wcześniej - nie ma sensu kontynuować temat. Spotkamy się więc za trzy miesiące, we wrześniu, jak się szkoła zacznie. Tu? Nie. Prognozuję, że w innym miejscu i w mniejszym gronie. Kto zechce przegryźć się przez artykuł Guzmana — zaraz podam link do niego — jest mile widziany. Starzy znajomi również; bo trudno, abym wysyłał do nauki fizyki artystę, czy też znakomicie sobie radzącego przedsiębiorcę, administratora, duchownego, czy kogoś, kto znalazł sobie miejsce na Ziemi i spełnia się we wszechstronny sposób już dziś.

Zaniepokojeni - oraz fachowcy, tacy jak Wierzący Sceptyk - wpierw przeczytają pracę Josha Guzmana. Już idę po link, oraz idę sprawdzić, czy dobrze piszę to nazwisko.

 

 

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @wierzacy-sceptyk 17 maja 2018 19:22
27 maja 2018 15:08

Drogi Wierzący, wietrzący paranoje!

Piszesz tutaj: „...długo nie mogłem zrozumieć działania diody tunelowej...” i wierzę Tobie, bo nauczana współcześnie teoria to jest lipa z sosną. Dokładnie mówiąc, to żadna współczesna, podręcznikowa teoria ciała stałego nie trzyma się ni kupy, ni... no... ehm... fizyki. Nie da się więc. Najobiektywniej: kto z podręcznika się uczy, fizyki nie przyswoi sobie; nie zrozumie nawet codzienne zjawiska, a co dopiero np. półprzewodniki. Czy inne reakcje. Prąd elektryczny. Budowę materii, atomów i cząsteczek. Egzotermiczne reakcje nuklearne.

Popatrz więc w lustro.

Zobacz tam ciekawego świata, zainteresowanego nauką, a do tego wybitnego bo niespotykanego na co dzień, człowieka. Skąd więc te Twoje ‚paranoje’? Well, not all is lost — wierzę, że kiedyś zrozumiesz, jak się głęboko dałeś nabrać i w tej sprawie, i w paru innych.

Tylko dla Ciebie piszę więc następujący komentarz. Natomiast link który zawiera, jest adresowany do wszystkich Czytelników, chętnych wiedzy.

 

Jak działa dioda?
Następujący link każdy z nas tutaj, w/ command of English, przeczyta samodzielnie. Pisze dr Joshua Guetzkow, n/t zimnej fuzji, czyli LENR ‚Low Energy Nuclear Reactions’. Artykuł jego jest datowany na 10 marca 2017, choć został trochę wcześniej  napisany, ma 24 strony czytelnego druku, 582kB plik, zapisany w standardzie PDF, co oznacza ‚Portable Data Format’.

https://drive.google.com/file/d/11zOV9npT-PzDVcWidzQDp6TRFcYqEth7/view
Czytaj to!


Dlaczego linkuję artykuł akurat o fizyce atomowej. To proste: diodę, każdą zresztą, nie tylko tę tunelową, załatwimy niejako przy okazji. Fizyka nuklearna oraz fizyka ciała stałego to są dwie dziedziny, które są zasadniczo tożsame. Dr. Josh Guetzkow nam tam również wyjaśni diodę. Uczyni to albo wprost, albo w podanych linkach. Czytałem to przed rokiem, więc wiem, że objaśnienie, jak dioda działa - TEŻ TAM JEST, a dokładnie gdzie, czy w artykule czy raczej w zamieszczonych w nim linkach, to już zainteresowany Czytelnik niewątpliwie znajdzie sam.


Poza tym ja ‚od zawsze’ interesuję się fizyką atomową i dlatego zamierzam nauczać innych. Chcę, aby Polska miała energetykę komensuralną do Jej miejsca w świecie. Cel «mimimum»? Chcę mieć z kim porozmawiać. 


Jeżeli nie będziemy wszyscy tutaj wiedzieli, jak działa reaktor nuklearny, jak wygląda nasz świat i materia wokoło nas, to źle nam życzący sprzedadzą nam dowolną bzdurę, czyli dalej tutaj będzie tak, jak jest dziś.
Ergo: tylko ten, kto CHCE wiedzieć, jak naprawdę jest, ten porozmawia ze mną ze zrozumieniem tego, co do niego mówię. I odwrotnie: ja wówczas też zrozumiem Cię, drogi Czytelniku, bez trudności. Czytamy więc. Dla zwolenników krótkiego linkowania, tu jeszcze raz link, tylko cięty, skrócony: 

https://goo.gl/R7NfcS

Dygresja:

Kto chce sobie pooglądać modele atomów, ten zajrzy tu:
https://www.nevyns-lab.com/

Wróćmy do rzeczy.

Wierzący Sceptyk, jak myślę, jest takim człowiekiem. Dał się wprawdzie naciągnąć oszustom, na studiach a i później też, a całkiem niedawno też (ja także, w pewnym sensie, wpadłem oszustom do worka i ja), ale każdy, On też, ma szansę otrząsnąć się z tego oczarowania i wrócić do swej pracy i do rodziny. Czego oczywiście mu życzę; tak samo, jak każdemu.

Nie dajmy się doktrynerom—a zwłaszcza nie dajmy się tym, którzy ich doktrynę, bo nie naszą, nie wypowiadają na głos.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować